Aktualności: Mortal Kombat Center - strona wraca jako archiwum.

Autor Wątek: Moje opowiadanie - franqey  (Przeczytany 1412 razy)

Offline franqey

  • Użytkownik
  • Wiadomości: 634
  • Płeć: Mężczyzna
  • Szary eminencja
    • Zobacz profil
Moje opowiadanie - franqey
« dnia: Lipiec 19, 2009, 09:11:17 pm »
A co mnie tam. Jeśli wszyscy zabijają moich ulubionych kombatantów, to trzeba napisać własną wersję historii. Jak mawiał Goebbels "Kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdę". Kontynuować mi się pewnie nie będzie chciało, ale zobaczymy:



   Shao Khan nauczył się wiele od swej ostatniej porażki. Nie lekceważył już swoich przeciwników, oraz nie marnował sił ani czasu na naśmiewanie się z ich słabości. Od kiedy przegrał pojedynek z Liu Kangiem wiedział że nawet taka miernota może być niebezpieczna jeśli się jej nie doceni. Wchodząc na piramidę Imperator nie tracił czasu na niepotrzebne potyczki mające na celu jedynie podkreślić jego potęgę. Na to jeszcze będzie czas. Teraz liczyło się jedynie to aby być na szczycie jako pierwszy, i zachować dostatecznie dużo sił aby móc się zmierzyć z tym co go tam czeka. Kierują się taką właśnie strategią Shao Khan doszedł na platformę przed ostatnim rzędem schodów. Po drodze pokonał już koło tuzina takich miejsc. Teraz wystarczyło już tylko wbiec na sam szczyt, aby wypełnić swe przeznaczenie – stać się najpotężniejszym wojownikiem w historii, oraz zapanować nad wszechświatem. Na drodze do tego marzenia stał już tylko jeden wojownik – Onaga.
Dużo razem przeszliśmy – zaczął smokopodobny stwór wzlatując nad dawnego Imperatora – walczymy ze sobą już tyle lat że...
Shao Khan nie dał skończyć kwestii swemu oponentowi. Uderzył go z całych sił młotem w skrzydło, i prze krótką chwilę patrzył jak Onaga pikuje w przepaść. Nie oglądając się więcej za siebie wbiegł ile sił w nogach na sam szczyt.
                To co ukazało się oczom imperatora nie dało się opisać w żadnym ze znanych mu języków (jako że Shao nie znał polskiego, postaram się wam to przybliżyć).Blaze klęczał na jednym kolanie odwrócony tyłem do Khana, a z jego boku wypływała lawa zciekająca po krawędziach piramidy nadając jej kształt wulkanu. Dopiero gdy jego głowa opadła można było zobaczyć twarz Raidena przekrzywioną w szaleńczym uśmiechu. Jego oczy wyrażały czysty obłęd, a poza ustami i ślepiami oblicze Boga Piorunów wydawało się być całkiem martwe. Po chwili cielsko Blaze'a całkiem zwaliło się na ziemię odsłaniając całą sylwetkę Raidena.
                   Byłemu Imperatorowi zaczęło kręcić się w głowie. Tyle czasu czekał na tą chwilę, by to właśnie Ona, a nie ten „przyjaciel ludzi” stał teraz nad truchłem Blaze'a, z zakrwawionym młotem, poprzypalaną peleryną i dostojeństwem wypisanym na obliczu. Tyle lat oczekiwał na to co mu się wszak należało. A wszystko po co? Aby teraz jakaś żałosna kreatura, nie potrafiąca się przyznać nawet do własnych intencji miała mu to odebrać? Shao Khan był tym tak sparaliżowany że nawet nie zwrucił uwagi na to że Raiden go dostrzegł, i zaczął powoli zbliżać się w jego kierunku. . Były Imperator nie był jednak przerażony tą myśl. W zasadzie nawet nie znał tego uczucia. Nie był również załamany, ani zniechęcony. Jedynym uczuciem jakie teraz siedziało w głowie Shao Khana był wkurw. Nie jakieś tam zdenerwowanie, lecz najszlachetniejszy królewski wkurw, na który stać tylko osobę która kiedyś władała prawie całym wszechświatem. Jedynym pragnieniem Khana było zabijanie. Chciał wziąć odwet za wszystkie zniewagi jakich ostatnio doznał. Nie układał już żadnych strategii, nie planował. Jedyne czego łaknął to zabić tego drania, który odebrał mu jego dostojeństwo, a później każdą żywą istotę. Jego oczy zapłonęły ogniem który buchał w jego sercu. Złapał w jedną dłoń młota jakby to było piórko, i ruszył z pełną prędkością w kierunku Boga Piorunów. Raiden widząc to również popędził ku Shao Khanowi, zalewając się salwami szatańskiego śmiechu.
                  Widząc co się kroi Starsi Bogowie zstąpili na ziemię, aby powstrzymać nadciągającą rzeź. Było jednak za późno. Bóg Piorunów i Imperator w tej samej chwili wyskoczyli w powietrze, a ich młoty zderzyły się ze sobą.  Uderzenie było tak silne, że Starsi Bogowie uciekli z powrotem tam z kąd przybyli. Miało ono jeszcze jeden skutek – otworzyło olbrzymi portal zapieczętowany kilkaset lat po powstaniu światów przez nieznanego bohatera, który przeniósł całą piramidę, ze wszystkimi znajdującymi się na niej wojownikami do zakazanego wymiaru.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 19, 2009, 09:14:33 pm wysłana przez franqey »
But if you're gonna dine with them cannibals
Sooner or later, darling, you're gonna get eaten
But I'm glad you've come around
here with your animals
And your heart that is bruised but unbeaten
And beating like a drum

Offline Kitana,Sindel,Tomek

  • Użytkownik
  • Wiadomości: 900
    • Zobacz profil
Odp: Moje opowiadanie - franqey
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 19, 2009, 09:18:41 pm »
ta... no nic, to było, muszę nad wyraz ciekawe, tymbardziej ze wykorzystałes moj pierwotny koncept walki Raidena z Kahnem, po tym gdy gromowladny pokonalby Blaze'a

robaczek

  • Gość
Odp: Moje opowiadanie - franqey
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 19, 2009, 09:57:12 pm »
(...) Shao Khan nie dał skończyć kwestii swemu oponentowi. Uderzył go z całych sił młotem w skrzydło, i prze krótką chwilę patrzył jak Onaga pikuje w przepaść. Nie oglądając się więcej za siebie wbiegł ile sił w nogach na sam szczyt. (Widać od razu, że Onaga nie jest zbyt popularny XD.)
                To co ukazało się oczom imperatora nie dało się opisać w żadnym ze znanych mu języków (jako że Shao nie znał polskiego, postaram się wam to przybliżyć). (hm, jakby się tak nad tym zastanowić, to Shao to półgłówek, tyle lat już żyje i jeszcze się gamoń tego Polskiego nie nauczył?! O.o) (...) Tyle czasu czekał na tą chwilę, by to właśnie Ona (em, o jaką "oną" chodzi?), (...) Jedynym uczuciem jakie teraz siedziało w głowie Shao Khana był wkurw (ten "wkurw" mnie zabił XD). (...) Starsi Bogowie uciekli z powrotem tam z skąd przybyli. (a co się mają wtrącać, stare dzidy! tak jest!) Miało ono jeszcze jeden skutek – otworzyło olbrzymi portal zapieczętowany kilkaset lat po powstaniu światów przez nieznanego bohatera, który przeniósł całą piramidę, ze wszystkimi znajdującymi się na niej wojownikami do zakazanego wymiaru. (no, ale nie można było dopisać, chociaż takimi małymi literkami, że Shao zarżnął Raydena? No, chociaż w jednym zdaniu?)

PS. "zwrócił" piszemy przez "ó".
« Ostatnia zmiana: Lipiec 19, 2009, 09:58:46 pm wysłana przez robaczek »

Offline SlaveMe TortueMe KillMe

  • Użytkownik
  • Wiadomości: 1847
  • WHERE IS MY FUCKIN' STAR?!?!?!?!
    • Zobacz profil
Odp: Moje opowiadanie - franqey
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 20, 2009, 11:34:02 pm »
                To co ukazało się oczom imperatora nie dało się opisać w żadnym ze znanych mu języków (jako że Shao nie znał polskiego, postaram się wam to przybliżyć). (hm, jakby się tak nad tym zastanowić, to Shao to półgłówek, tyle lat już żyje i jeszcze się gamoń tego Polskiego nie nauczył?! O.o)
Ha.... ha.... ha...
Tyle czasu czekał na tą chwilę, by to właśnie Ona (em, o jaką "oną" chodzi?)
Mi sie wydaje ze franqeyowi chodziło o popularną 'twoja starą'... ;)
Jedynym uczuciem jakie teraz siedziało w głowie Shao Khana był wkurw (ten "wkurw" mnie zabił XD).
Cieszy mnie to..... :)
Starsi Bogowie uciekli z powrotem tam z skąd przybyli. (a co się mają wtrącać, stare dzidy! tak jest!)
"dzidy" a jakże! niech wypierdalają do zbrojowni!
Jam jest ten który przywodzi do zguby,
Ten który uciska  maluczkich,
(...)
Patrzcie na me dzieła o wielcy tego świata,
I płaczcie nad swym losem....
Jam jest Lord  - Ten Który Przynosi Burzę

"Wygrał ten głupi chuj SlaveMe. Gratulujemy"
                                        Adept 3 czerwca 2010
NITHE AR LITUL,
NITHE AR TRETUL,
KAAR ATH TRET RO
THO KI EFFEL OT ETEROTOT
(...)
NITHERA AR ARITE OT LAR KA'AR BAAR

Offline franqey

  • Użytkownik
  • Wiadomości: 634
  • Płeć: Mężczyzna
  • Szary eminencja
    • Zobacz profil
Odp: Moje opowiadanie - franqey
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 09, 2010, 07:08:51 pm »
"Farsa must go on", czyli jak wymusić na Adepcie długą listę cytatów"


       Bycie Starszym Bogiem nie jest takie piękne jak się wydaje śmiertelnikom. Oczywiście, jest wiele pozytywów - olbrzymia władza, strach i szacunek jaki się budzi wśród istot niższych oraz niesamowite zdolności to tylko wierzchołek góry lodowej. Wszystko to jednak, w połączeniu z nieśmiertelnością nie daje pełni satysfakcji, a rodzi wiele problemów. Pierwszą grupą strapień, które od zawsze dręczyły Starszych są pytania filozoficzne. Mimo że wielu z nas nie chce się do tego przyznać, nie opracowaliśmy metafizyki jakościowo lepszej od tej śmiertelników. Starszy Bóg nie jest Absolutem, o czym może świadczyć choćby to że nie jest Jedyny. Nasza wszechmoc, tak oczywista dla wielu zjadaczy chleba również jest jedynie legendą. Gdyby któryś z nas był wszechmocny, wytraciłby pozostałych, i samodzielnie władał wszechświatem. Ludzie naukę o samym sobie nazywają antropologią - nauką o człowieku. My - Starsi bogowie taką naukę musielibyśmy nazwać teologią, jednakże niezależnie od nazewnictwa odpowiadałaby ona na pytania antropologicznie ( z uwzględnieniem naszych poszerzonych zdolności poznawczych). Na pytania teologiczne przeniesione na metapoziom nie mamy jasnej odpowiedzi, jednakże większość z nas wierzy w Absolut. Starsi Bogowie nie opracowali adekwatnej etyki, co zapewne ma związek z naszą potęgą. Jako że władamy niesamowitymi mocami, nigdy nie liczyliśmy się za bardzo z istotami słabszymi, oraz staliśmy się bardzo egoistyczni. W związku z tym, jako że Starsi nie są niezniszczalni, nasz system etyczny sprowadza się głównie do przetrwania. Wszyscy Starsi Bogowie prowadzą między sobą bardzo zręczne intrygi, mające na celu udowodnienie swojej wyższości nad pozostałymi. Gierki które przez śmiertelników pewnie uznane zostałyby za małostkowe zajmują nam większą część wieczności, jakkolwiek śmiesznie by to brzmiało. Ostatnią, do niedawna najmniejszą grupą problemów Starszych Bogów są problemy związane ze śmiertelnym. Nie chodzi oczywiście o wasze śmieszne kłopoty pokroju "co dziś włożyć do garnka", gdyż te nas wcale nie dotykają. Prawdziwa trudność związana z wami zatacza tak na prawdę o metafizykę i antropologię.Jak już wykazałem, Starsi Bogowie mają tak na prawdę niewiele wspólnego z Absolutem. Jesteśmy czymś na kształt wyższego stadium ewolucji w stosunku do was. Czasem zdarza się więc, że któryś śmiertelnik staje się Starszym Bogiem. Musi się oczywiście wcześniej wykazać jakimś wspaniałym czynem, wykraczającym ponad jego żałosny żywot, a wtedy decyzją większości z Nas zostaje zaproszony do Naszego grona. Dawniej takie przypadki miały miejsce raz na kilka tysiącleci, ostatnimi czasy jednakże ewolucja ta przekształciła się w prawdziwą rewolucję. We wszechświecie pojawiło się wielu wspaniałych wojowników, z których prawie każdy mógłby się ubiegać o stopień Starszego Boga. Tymczasem przyjęcie choćby kilku z nich mogłoby zaburzyć delikatną równowagę sił panującą na niebiosach. Postanowiliśmy zatem stłamsić tą rewolucję, sprawić by śmiertelnicy pozabijali się nawzajem. Żadnemu z nas nawet nie przyszło do głowy że w wyniku tych działań zostanie otwarty portal do Zakazanego Wymiaru. Na szczęście zamknął on się zaraz po tym jak wchłonął piramidę, tym nie mniej jego pieczęć została złamana. W żadnym wypadku nie możemy ryzykować ponownego otwarcia! W tym celu postanowiliśmy przebudzić wojownika, którego nawet imię zostało zapomniane, a który już raz zapieczętował portal. Sam podjął taką decyzję, że aby wraz ze śmiercią jego legendy zaginęła także i pamięć o portalu. By jednak go przebudzić, potrzebny jest inny wojownik, , którego ciało stałoby się niejako pojemnikiem dla zapomnianego. W tym celu udaliśmy się jeszcze raz na pole bitwy pod piramidą. Zaiste, gdy zostałem Starszym Bogiem, nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę musiał przerzucać martwe ciała, w poszukiwaniu tego jedynego ocalałego. Wy, śmiertelnicy, nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jak upadlające musi to być dla kogoś mojego formatu. Nie możemy sobie jednak pozwolić na wskszesanie któregoś z poległych, gdyż energia do tego potrzebna mogłaby na nowo otworzyć portal. W miejscu w którym rozegrała się bitwa znaleźliśmy wielu wspaniałych wojowników. Wymienię tylko imiona tych najmężniejszych, a są to: Ermac, Sarena, Hsu Hao, Mo Cap, Deagon i Taven synowie Agnusa, Shunjiko, Chameleo, Khameleon, Kobra i Kira z klanu Black Dragon, Dairou oraz Darius, Kai z Białego Lotosu, oraz Jade- przyboczna królowej, a nadto i Kintaro najpotężniejszy z nich wszystkich. Gdy już zaczynałem tracić wszelką nadzieję jeden ze starszych krzyknął - "Tu ktoś oddycha. Ma złamany kręgosłup, , zmiażdżoną prawicę, oraz potężną ranę klatki piersiowej, ale oddycha". Gdy zbliżyłem się do niego oniemiałem z rozpaczy. Od teraz cała Nasza nadzieja, Nasza chwała, majestat, Nasza godność i dziedzictwo spoczęło w rękach największego chama jaki chodził po ziemi - od Kano.
But if you're gonna dine with them cannibals
Sooner or later, darling, you're gonna get eaten
But I'm glad you've come around
here with your animals
And your heart that is bruised but unbeaten
And beating like a drum

 

Podobne Tematy

  Temat / Zaczęty przez Odpowiedzi Ostatnia wiadomość
54 Odpowiedzi
7999 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Grudzień 26, 2010, 01:35:32 am
wysłana przez johnx
11 Odpowiedzi
2282 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Lipiec 24, 2009, 12:02:30 pm
wysłana przez Cobra
8 Odpowiedzi
1608 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Lipiec 24, 2009, 12:31:28 pm
wysłana przez Cobra
3 Odpowiedzi
1951 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Kwiecień 30, 2013, 09:49:18 am
wysłana przez arti91