Aktualności:

Zawieszenie działalności forum od maja 2025. Czytaj więcej

Menu główne

Moje opowiadanie - Kitana,Sindel,Tomek

Zaczęty przez Kitana,Sindel,Tomek, Lipiec 16, 2009, 02:47:34 PM

Poprzedni wątek - Następny wątek

Kitana,Sindel,Tomek

Zamieszczę tutaj swoje opowaidanie które zaczałem pisać (będę dodawał je w kolejnych częsciach). . . Jak nie trudno się będzie zgadnać, historia będzie toczyła się po wielkim Armageddonie. Poki co dam sam Prolog, żebyście mogli wypowiedizec się na temat samego wstępu. Już w tym miejscu proszę o wybaczenie, za wszystkie błedy, literówki i mozliwe błedy w interpunkcji. No nic, mam nadzieję, że zrozumiecie :P Liczę też na waszą szczerą opinię na temat tego opowiadania...
PS. Tak Adept wiem, że powinno być w twórczości ale taki zabieg mogłby wprowadzic zamet w odszukiwaniu dalszych częsci opowiadania.

PROLOG

Blaze został pokonany, kto by pomyślał, że właśnie wojownik taki jak Chameleon, zdoła wygrać to starcie. Wojownik z ognia wyparował, a piramida w której odbyło się starcie zaczęła się walić. Nikt od tej pory nie widział zwycięzcy, choć ci, którzy przeżyli wyczuwali jego obecność.  Zaraz po przegranej dobra i zła, bo przecież wygrała postać neutralna, wszystkie sojusze zostały zerwane. Shang Tsung wyczerpany zdołał się teleportować do swojego pałacu. Raiden rozpłynął się w powietrzu, rozległ się tylko głośny grzmot. Obolała Kitana z trudem wstała z ziemi, pomogła jej w tym Jade, obie podbiegły do Sindel, ta leżała na ziemi nieprzytomna z głęboka raną na ramieniu. Zadał ją Baraka, który uciekł razem z Mileeną, zaraz po tym gdy Raiden wysłał w jego kierunku błyskawicę. Trzy kobiety teleportowały się do Edenii, musiały wyleczyć chorą królową. Taven i Daegon zostali zabici przez Shao Kahna , potrzebował on większej mocy, aby wspiąć się na szczyt, lecz gdy to mu się udało, zobaczył Chameleona, stojącego nad ciałem Blaze’a. Przeżył, tylko dzięki potężnemu wstrząsowi, który nastąpił chwilę później. Zrzucił on Kahna z budowli, lecz ten dzięki swojej mocy zdołał złagodzić upadek. Najdalej od ruin leżała postać w niebieskim kostiumie, jej włosy jakby oszronione, była blada, wszystko wokół niej jakby zamarzło. Frost podniosła się z ziemi, spojrzała na leżących w piasku wojowników, szukała mężczyzny Sub-Zero. Znalazła go u stóp ruin, przewróciła jego martwe ciało na plecy. Z jej maski podczas oddechu wydobywała się para. Kobieta kucnęła, położyła rękę na lewej piersi mężczyzny, już teraz była pewna, jego serce nie biło. Wiedziała że teraz, wreszcie ma szanse rządzić Lin Kuei. Jednak musiała być pewna, że nikt jej już nie przeszkodzi. Położyła drugą rękę na głowie niebieskiego wojownika. Zamknęła oczy, poczuła chłód, wiedziała, ma jeszcze tyle siły aby dokończyć dzieła. Sub-Zero stał się teraz blady, Frost zaczęła go zamrażać.
- ZOSTAW GO! – krzyknęła postać stojąca z tyłu kobiety.
Frost odwróciła się szybko, zabierając ręce z ciała mężczyzny. W tym samym momencie, została kopnięta w twarz. Kobieta zachwiała się, lecz zaraz po tym wypuściła w stronę napastnika lodową kulę. Postać, której Frost nie znała, zablokowała atak, uderzyła przeciwnika kilka razy w twarz a następnie kopnęła prosto w brzuch. Kobieta zgięła się w pół, podniosła głowę do góry i wykonała lodowy wślizg, na tyle skuteczny by przewrócić przeciwnika. Gdy przyszła przywódczyni Lin Kuei, ponownie usiłowała zamrozić napastnika, ten wykonywał szybkie uniki. Frost usiłowała przypomnieć sobie postać, z którą walczy, lecz bezskutecznie. W tym momencie nastąpił szybki kontratak, tajemnicza kobieta podbiegła do wojowniczki, podcięła jej nogi. Frost padła na Sub-Zero, wystawiła ręce do tyłu by zamortyzować upadek, w tym jednak momencie, duża kula krwi poleciała w jej kierunku, raniąc ją, a przy okazji rozbryzgując się w pobliżu. Niebieska wojowniczka, zdała sobie sprawę z tego, że dosłownie siedzi na swoim celu. Ponownie rozpoczęła zamrażać, mężczyznę.
-POWIEDZIAŁAM! ZOSTAW GO! – Nitara, wyciągnęła Kamę, i wbiła ja w brzuch Frost. Wampirzyca przekręciła ją, natomiast ręce Frost spoczęły na broni, przywódczyni Lin Kuei wyjęła ją z ciała i rzuciła w piasek, następnie zamroziła sobie ranę. Spróbowała jeszcze kilkukrotnie zamrozić napastnika, jednak bez skutecznie. Wyjęła wreszcie amulet, Smoczy Medalion i teleportowała się. Nitara wytarła stróżkę krwi, która spływała jej z wargi. Spojrzała na kamień jaki spoczywał w jej naszyjniku, dotknęła go i przeniosła się do Vatetrnus.
Po pewnym czasie, nad jednym z poległych ciał zaczął się tworzyć szary obłok. Najpierw krążył on wokół, później stanął w miejscu i zaczął przybierać jakby ludzką formę. Gazowa postać oddalała się powoli od ruin i poległych w walce, z czasem stając się coraz mniej widoczną, aby wreszcie zniknąć w pola widzenia.
Sonya leżała na ciele innego wojownika, był nim ktoś kogo nienawidziła, Kano był martwy. Wreszcie nadszedł moment, w którym mogła być spokojna. Chwila ta, napawała kobietę taką satysfakcja, taką dumą, choć nic nie pamięta, jest pewna, że to ona zabiła Kano.
- Chodź Sonya.  . . zmywamy się – ktoś pomógł wstać blondynce.
- Johnny. . . gdzie Jax? Co tu się stało? – zapytała kobieta spoglądając na poległych.
- No wiesz. . . nie herbatkę u babci mi to nie wygląda. . . Szukałem go, nigdzie go nie ma, wracajmy do domu – odparł mężczyzna
- Ja muszę go odszukać. . . Ty idź, ja tutaj zostanę – zaprzeczyła Sonya
- Ale nie ma go! Wyparował przeszukałem wszystkie możliwe miejsca nie ma go! – gdy Cage wypowiedział te słowa nacisnął na zegarku kobiety guzik teleportu. Zniknęli.
Nastąpił kolejny wstrząs, wielka chmura piasku, wzniosła się w powietrze. Możliwe było jednak dostrzeżenie kobiecej sylwetki. Ubrana w żółto czarny kostium, dziewczyna o śniadej cerze. Tanya zarzuciła swoje włosy do tyłu. Nie zwracała uwagi na to co się dzieje wokół niej, po prostu szła przed siebie, chciała jak najszybciej odejść z tego miejsca.
Zanim piasek zdołał opaść na ziemię czteroręka , postać usiłowała wydostać się spod ciał. Odwaliła w bok ciało Shujinko, Bo’ Rai Cho, Hotaru i Darriusa. Sheeva wreszcie mogła się wydostać, otrzepała ubranie i podobnie do Tanyi opuściła miejsce Armagedonu.
Wśród zwłok, przechadzała się czteronoga postać, centaur, Motaro. Podczas walki jakaś dziwna, energia uderzyła w niego i powtórnie przywróciła mu tylne nogi. Motaro znów był centaurem.
Kenshi leżał przy boku Ermaca, czerwony ninja usiłował pomóc, leżącemu nieprzytomnemu przyjacielowi, nic jednak nie pomagało, wojownik z zawiązanymi oczami ni drgnął. Ermac próbował wszystkiego, żadne jego moce nie były w stanie wskrzesić martwego człowieka. Postać ze zrezygnowaniem teleportowała się w nieznane nikomu miejsce.
W ciszy, prawie bezszelestnie przemieszczała się przezroczysta istota. Podobna do jaszczura, gdy była już w miarę daleko przybrała swoją prawdziwą postać. Jej ciało pokrywały łuski, z rąk i nów wyrastały potężne szpony. Głowa potwora była owinięta czarnym materiałem, widoczne były tylko gadzie oczy.
Reszta była martwa, w glebie czuć było śmierć. krew wojowników wsiąkła głęboko w ziemię.
Jeden dział w historii turnieju Mortal Kombat został zamknięty. Pochłonął on wiele krwi i dusz, lecz nastał czas aby otworzyć nowy dział. Nastał czas aby historia zapisywała nowe karty. . .
NASTAŁ CZAS NA ODRODZENIE!



Mam nadzieję, że się spodobało, ale jak nie to też piszcie ;)

Adept

#1
Ja uważam, że jak ktoś wrzuca jakąkolwiek twórczość własną w Internet, to czytający w tym i ja, ma prawo ocenić dzieło według swoich zasad. Ogólnie brak przecinków, niektóre słowa się powtarzają w krótkim odstępie czasu:

Cytatkto by pomyślał, że właśnie wojownik taki jak Chameleon, zdoła wygrać to starcie. Wojownik z ognia wyparował, a piramida w której odbyło się starcie zaczęła się wali

CytatZadał ją Baraka, który uciekł razem z Mileeną, zaraz po tym gdy Raiden wysłał w jego kierunku błyskawicę

Trochę to tak... Jakby Baraka przestraszył się wielkiej błyszczącej błyskawicy i uciekł. A przecież wojownik ten nie jedno w życiu widział i uciekł bo zobaczył błyskawicę Raydena? Źle to skonstruowałeś.

Cytatwszystko wokół niej jakby zamarzło

Bez "jakby".

CytatNiebieska wojowniczka, zdała sobie sprawę z tego, że dosłownie siedzi na swoim celu. Ponownie rozpoczęła zamrażać, mężczyznę.

Czyli zapomniała o tym, że trzy kroki od niej jest jej wróg który może ją zabić i zaczęła znów zamrażać Sub-Zero? Bardzo nie rozsądnie z jej strony.

CytatNitara, wyciągnęła Kamę, i wbiła ja w brzuch Frost. Wampirzyca przekręciła ją, natomiast ręce Frost spoczęły na broni, przywódczyni Lin Kuei wyjęła ją z ciała i rzuciła w piasek

Jeżeli Nitara przekręciła kamę w brzuchu Frost, to znaczy, że po wbiciu nadal ją trzymała w reku. Jak więc Frost wyjęła ją z ciała? Nigdzie nie mamy napisane, że Nitara puściła kamę, a z ułożenia zdania wnioskujemy, że musiała ją trzymać.

Cytatkrew wojowników wsiąkła głęboko w ziemię.
Jeden dział w historii turnieju Mortal Kombat został zamknięty. Pochłonął on wiele krwi

To już wiemy z poprzedniego zdania (Dwa razy krew).

To tak w kwestii ścisłej, a ogólnie bardzo fajne opowiadanie. Miło się czyta, nie nudzi, jest ciekawe i z przyjemnością będę wyczekiwał kolejnych części.

Kitana,Sindel,Tomek

#2
czyli w sumie to kupa błedów jest :P
powiedz jeszcze, jakbyś mógl, co myslisz o tej scenie walki,

Dragon7422

Scena walki jest według mnie w świetny sposób opisana, równie krwawa jak walki w MK, dynamicznie napisana co daje wspaniałą chęć do czytania. Po przeczytaniu prologu z chcęcią przeczytałbym całą książke. Jest ona wogule?? Jeżeli jest to proszę o przesłanie mi jej na mejla.

Co do błędów jest ich trochę ale zawsze można je poprawić ;). Sam pewnie nie mniej zrobiłem w swoim opowiadaniu.

Bodzio

Oj, chyba zalozymy sprawdzanie ortografii na forum...

davidkoz

Davidkoz też chce się wypowiedzieć.

Do błędów się nie przyczepiam, bo Adept tutaj swoje mankamenty wypisał ale nie zgodzę się z Adeptem jeśli chodzi o ucieczkę Baraki. Wydaje mi się, że po takiej akcji jaka miała w Armageddonie po ostrzeżeniu Raidena Baraka miał i tak już dość i wolał udać się z Mileeną w ustronne miejsce, aby zregenerować siły.

Ogólnie bardzo mi się podoba :) Fajnie się czyta, przyjemnie i nie wiem czy nie zauważyłem ale chyba nie ma Scorpiona w tym opowiadaniu?

Kitana,Sindel,Tomek

Kilka dni później, wszyscy walczący przeciwko złu sojusznicy, zebrali się w jednym z Edeńskich ogrodów. Miejsce to uspokajało i wyciszało duszę, można było się zrelaksować, odpocząć. Ogród zbudowano na planie ośmiokąta, ozdobiony był ośmioma marmurowymi kolumnami, które z czasem zaczęły porastać roślinnością. Obok usypanej z błękitnych kamyków ścieżki, rosły stare drzewa, liczące już tysiące lat. Było to jedno ze starszych miejsc w Edenii, zarazem jedno z najpiękniejszych. W centrum obiektu znajduje się idealne koło, miejsce to wyłożone jest jedną wielką kamienną płytą. Znajdują się tutaj dwie, długie, prawie pół okrągłe ławy wykonane z metalu i drewna, na których bez obawy można troszkę odpocząć od marszu. A między nimi, pośrodku parku znajduje się fontanna, z której wydobywa się woda o delikatnym niebieskim kolorze.
Na placu znajdowało się pięć postaci.
Ermac przyglądał się wylatującej z fontanny wodzie. Sonya zdawała się być myślami gdzieś daleko. Jade wraz z Kitaną rozmawiały o nieobecnej wśród nich królowej tego świata. Cage podziwiał kwiaty, podszedł do rosnącej róży i zerwał ją. Odwrócił się, spojrzał na Sonyę, podszedł do niej i wręczył jej kwiat.
- Proszę, to dla ciebie – powiedział mężczyzna
Kobieta, nie usłyszała go, była zamyślona, niekiedy dawała poznać po sobie że cierpi.
- Halo! Sonya? – Johnny pomachał jej różą przed oczami.
Blade, w jednej chwili wróciła do siebie.
- Co? A. . . tak – spojrzała na kwiat i wzięła go do ręki - . . . dziękuję . . .
- Powiedz mi, co ciebie tak martwi. – aktor usiadł tuż obok kobiety.
- Dobrze wiesz o kogo chodzi. . . – blondynka spojrzała na kwiat.
- Jax. . . nie znaleźliśmy jego ciała, więc całkiem możliwe że on żyje. . .
- A jeśli nie? Ja po prostu czuje, że czegoś brakuje – odparła Sonya
Niespodziewanie zagrzmiało, rozległ się błysk. Przybył Raiden.
- Jak zapewne wiecie, to nie jest koniec. . . – powiedział
- Shao Kahn doskonale, zdaje sobie z tego sprawę, że jesteśmy osłabieni, nie zdziwiłabym się, gdyby zaatakował – wtrąciła nagle Kitana
- Nie wydaje mi się, on też jest osłabiony, ale nie o tym chciałem z wami porozmawiać. Jak zapewne wiecie, całe zdarzenie miało na celu oczyścić nasze światy.
- Tylko, że mieli zginąć ci źli. . . – westchnęła Jade
- Tak wiem, niestety wszystko wymknęło się spod kontroli.
- Spod kontroli! Prawda taka że ty nad niczym nie panowałeś! – wrzasnęła Sonya
- Spokojnie. . . – Jade położyła rękę na ramieniu blondynki
- Nie, będę spokojna, Sindel prawie zginęła, Jax i Liu nie żyją! Już nie raz uzdrawiałeś ludzi. . . ICH NIE MOŻESZ?!
- Przestań! – powiedział stanowczo aktor
- Nie. . . Ona ma racje Johnny, ale to nie było zależne ode mnie. Starsi Bogowie zauważyli, szybki napływ nowych wojowników zmusił ich do tego, musieli to zrobić.
- Czekaj. . . Liu i Jax musieli zgiąć, żeby zadowolić jakieś cholerne bóstwa? – zapytał Cage
- Nie, nie żeby zadowolić, musieliśmy po prostu oczyścić trochę światy, po prostu przygotować miejsce dla nowych wojowników.
- Przepraszam cię, Raiden – odezwała się Kitana – z całym szacunkiem do Ciebie. . . gadasz bzdury, po co Bogowie mieliby zabijać weteranów i robić miejsce żółtodziobom?
- Księżniczko, jak myślisz? Jak długo świat zdołałby dźwigać ciężar, coraz to nowszych wojownikow? Zrozum musieliśmy to zrobić. . .
- No dobra! – starała się uspokoić Sonya – załóżmy, że faktycznie, musieliście to zrobić.
Powiedz mi tylko dlaczego, nie było zbytniego wpływu na to kto ginie?
- Tym razem postanowiliśmy nie ingerować w sprawy śmiertelników. . .
- Jakich śmiertelników? Przecież tam byli też inni, nie tylko ludzie – wtrąciła Jade
- Może masz racje, w każdym, jednak razie, postanowiliśmy się nie wtrącać. . .
- I kto to mówi. . . Przecież to ty zawarłeś przymierze z Shao Kahnem! – Sonya spojrzała na Raidena
- Nie było innego wyjścia, wszystko wymknęło się spod kontroli, musiałem działać. . .
- Ta. . . I może mi jeszcze powiesz, że żyjemy tylko dzięki Tobie! – krzyknęła blondynka
W tym momencie nastała cisza. Bóg piorunów, znał odpowiedź. Podejrzewał, że sprawa jest oczywista. Wszyscy wiedzieli, że w słowach wypowiedzianych przez Blade, jest wiele prawdy. Milczenie, zdawało się, trwać wieczność.
- Dobra, przepraszam. . . – powiedziała kobieta
- Nic, nie szkodzi, rozumiem twoją złość
- No dobrze, załóżmy, że tak miało być – Kitana wstała i oparła się o fontannę – dlaczego w takim razie wasz prawdziwy czempion zginął?
- O czym ty mówisz?
- Raiden, nie ukrywaj, doskonale wiem, że Starsi bogowie za prawdziwego czempiona uważali Scorpiona – księżniczka Edenii zanurzyła rękę w wodzie – dlaczego więc zginął? To on miał być na szczycie piramidy, miał wygrać z Blaze’m. . .
- Scorpion. . . zginął? To nie możliwe. . .
- On mi pomógł, była za mną Mileena, ze swoimi Sai, a on wypuścił z reki swój harpun i wbił go w nią. Chwilę potem widziałam jak Reptile plunął na niego kwasem i kopnięciem zrzucił go na niższy poziom, a tam Goro roztrzaskał go o ścianę piramidy.
- Może Shang Tsung przybrał jego formę? – powiedziała Jade
- Shang nie ocaliłby mnie, jestem pewna, że to był Scorpion, tylko nie wiem dlaczego. . .
- To, w tym momencie, nie istotne. . . mówiłem o nowych zawodnikach, póki co, niewiele o nich wiem, ale uważajcie, możecie ich spotkać wszędzie. . . – uprzedził Raiden
Ermac jakby odłączony od całej rozmowy, starał się skupić, odnaleźć kogokolwiek żyjącego. Gdy, mu się to jednak nie udało, postanowił zabrać głos, w tej całej sprawie.
- Nowi wojownicy? Czy to możliwe, żeby kiedyś i nas, ktoś zastąpił?
- Nie, już teraz nie. . . Chyba, że Bogowie znowu zechcą oczyścić świat.
- A zatem, dlaczego nie oczyścili go całkowicie?
- Dobre pytanie, nie potrafię na nie jednak odpowiedzieć.
- Przecież jesteś Bogiem, ponownie jesteś Starszym Bogiem. . . Nie wiem co działo się tam, u góry, nie interesuje mnie to, chcę tylko odpowiedzi na moje pytanie.
- Nie mogę odpowiedzieć, być może. . . macie jakąś misję do wypełnienia, lub po prostu tak chciał los – gdy Raiden wypowiedział te słowa, zniknął.

Cobra

To tak, Tomku przyjacielu (stwierdzenie z gg xD)  bardzo mi się podoba twoja twórczość iż w przeciwieństwie do Scorpiona, ten prolog/opowiadanie ma dusze tzn. jest ciekawy i z uśmiechem na twarzy się go czyta, podoba mi się też twoja wyobraźnia jak w szczegółach opisałeś Edeniie. . .
Dialogi nie są nudne a wręcz się określę iż są "zaje.......fajne" xD
Ciekawa rozmowa postaci ze strony dobra. . .
Walka pomiędzy Frost a Nitarą była dobra lecz nie wspaniała, ponieważ mnie tak nie kręciła tzn nie zachwyciła, oceniając tą walkę to m.in 7/10. . . Ale to moja opinia!
I na koniec...... Nie podobało mi się to iż w ogóle nie było rozmowy pomiędzy złymi postaciami, chodziarz jakbyś poświęcił
na nich 5 zdań w części 2 to byłbym zadowolony, wiem, wiem pisałeś mi że pojawią oni się w części 3, lecz ja mam kaprys i chciałem i zobaczyć w części 2. . . xD
Oceniając części, to tak: 1 część - 9/10 2 część - 8,5/10
Łącząc obie części - 8,5/10
Pozdrawiam i czekam na część 3 :)

davidkoz

Rano napisałem, że nie lubię jak w książkach jest dużo dialogów. Wolę czytać opisy przyrody i takie tam :P to mój taki fetysz. Jednak przeczytałem to drugi raz i podobają mi się rozmowy pomiędzy wojownikami. Fajnie, nie drętwo z pomysłem "naskakują" na siebie. Szczególnie podoba mi się oburzenie Sonyi, lubię jak dobrzmi przyjaciele się ze sobą kłócą. Sam pisząc różne rzeczy skłócam głównych bohaterów, aby potem ich godzić ;D

Opis Edenii jak najbardziej na tak, ciekawie opisane. Jak napisałem powyżej, podoba mi się. Jestem jak najbarziej na tak ;) Czekam na kolejną część. Może Sonya zginie? popłakałbym się i byłoby to coś ;D

franqey

Od momentu w którym zabijasz Kano byłem negatywnie nastawiony do całości, więc moja opinia pewnie będzie zbyt surowa. Zdarza ci się powtarzać te same słowa w co drugim zdaniu, a słownictwo jest raczej ubogie. Niektóre zachowania postaci wydają się nielogiczne ( choćby to że Frost cały czas próbowała zamrozić Sub-Zero, o czym pisał Adept). Nie podobało mi się też "puszczanie oczka" do czytelnika przez nazywanie twórców gry Starszymi Bogami. Pomysł mógłby może i być ciekawy, ale w kontekście kaprysu Boona do wybicia wojowników trochę psuje fabułę. Dosyć chaotycznie wprowadzasz też w pierwszej części kolejne postacie które przeżyły. Brzmi to trochę jak wyliczanka, nie mająca wpływu na dalszy przebieg akcji. Dużo ciekawszym zagraniem byłoby wg. mnie wprowadzanie poszczególnych żywych postaci w trakcie akcji (i wtedy opis tego jak opuściły miejsce bitwy). Żeby nie było że tylko marudzę, powiem że w dialogach widać całkiem fajnie oddaną ekspresję, a i sam pomysł opisu krajobrazu po bitwie, i tworzenia się sojuszów z niedobitków bitwy wydaje się ciekawy.

Kitana,Sindel,Tomek

#10
powiem szczerze, że najbardziej bałem się tego co Ty napiszesz :P, ale widze, że bardzo źle, jednak nie jest :P
Tak... wprowadzenie postaci będzie, ale tylko tych nowych... no byc moze pojawią się jeszcze jakies stare...

Kitana,Sindel,Tomek

Outworld, jest dziwną krainą, ciemna, mroczna. Wszędzie znajduje się mgła, dziwna jakby fioletowa. Gleba jest tego samego koloru, co niebo, może troszkę ciemniejsza. Jest tutaj pusto, mieszkańcy tego dziwnego świata zamieszkują przeważnie tylko południe. Boją się obcych ludów, a nazwa Zaterra wywołuje u nich śmiertelny strach.
Reptile, siedział w swojej kryjówce, było nią miejsce, w którym mieszkał od zawsze. Zimna, mokra,     szara jaskinia, oświetlona przez pochodnie i świetliki. Znajdował się tam jednak ręcznie wykonany stół, kilka krzeseł, i łóżko. Mężczyzna zdjął z głowy czarny materiał, opuścił jaskinię i poszedł do małego jeziora, jakie utworzyło się nieopodal jego domu. Kucnął przy wodzie, zdjął rękawice i spojrzał na swoje ręce. Obejrzał je dokładnie, z każdej strony, przyglądał się im dłuższą chwilę. Wreszcie nachylił się nad lustrem wody, stracił równowagę i wpadł do niej. Nie mógł uwierzyć w to, że znów był człowiekiem.
Chameleon, dopiero co wróciła z podróży, była bardzo zmęczona, odpadła z wyścigu na szczyt piramidy, gdy Shao Kahn uderzył ja swoim młotem bojowym. Dlatego nikt nie widział jak oddala się wśród hałasu, krzyków i odgłosów walki. Z jej rany na nodze wypływała stróżka zielonej krwi. Weszła do puszczy. Był to znak, że wkroczyła do Zaterry. Kobieta była blisko domu. Po pewnym czasie wyczuła jednak, obecność kogoś obcego. Zwolniła kroku, rozglądając się od czasu do czasu, obróciła się do tyłu, nie przestała jednak podążać do przodu. Zatrzymała się, jej ciało przeszedł dreszcz, wiedziała, że coś za nią stoi. Powoli i spokojnie, zacisnęła dłoń. Przymknęła oczy i obracając się, wymierzyła cios na wysokości brzucha, prosto w stare spróchniałe drzewo. Była uwięziona, nie mogła uwolnić ręki, która utknęła w roślinie. Chamelon wyprowadziła drugi, identyczny cios, mając nadzieję, że to pomoże. W tym momencie pień ustąpił,  mieszkanka Zaterry była wolna. Zrobiła kilka kroków, uczucie, że ktoś ją śledzi nie opuszczało jej. W momencie, gdy odwróciła się kolejny raz, zaatakował ją wojownik w jasnym, zielonym stroju. Swoją twarz skrywa pod maską węża. Kobieta zablokowała atak z powietrza. Mężczyzna uderzył Chameleon w twarz, ta okręciła się i podcięła nogi przeciwnikowi, który upadł na trawę.
- Kim jesteś? – zapytała Kobieta
Nie otrzymała jednak odpowiedzi. Próba skoczenia na leżącego przeciwnika, nie powiodła się. Napastnik podnosząc się z ziemi, kopnął wojowniczkę w twarz. Teraz to ona leżała na ziemi. Z trudem podnosząc się z trawy, wykonała gwiazdę w powietrzu. Zielony ninja dostał dwa potężne ciosy w głowę, lecz w chwili gdy Chameleon wylądował na ziemi, wojownik zauważając ranę na nodze kobiety, postanowił ją kopnąć w to miejsce. Mieszkanka Zaterry w jednej chwili padła na ziemię, złapała się za nogę, spojrzała na przeciwnika i wyjęła Falchion. Wpadając w szał, machała nim przez sobą, wykonując kilka przypadkowych cięć, raniła napastnika. Kolejny cios nie powiódł się, mężczyzna wykonał unik, broń kobiety wbiła się w jedno z drzew. Przeciwnik Chameleon, kucnął i podnosząc się uderzył ją w brodę, ta odleciała od niego, na małą odległość.
- Kim ty u licha jesteś? – powtórzyła pytanie.
Tym razem również, nie otrzymała odpowiedzi. Zielony ninja, ponownie zaatakował, uderzył kobietę z pięści w brzuch, następnie w lewą pierś. Trzeci cios poszedł prosto w twarz. Wojowniczka, wypluła trochę krwi na ziemię. Chameleon stała się niewidzialna, zdezorientowany przeciwnik rozglądał się wokół, w pewnym momencie również zniknął. Rozchodziły się odgłosy walki, lecz nie było widać walczących. Po chwili jednak, na powrót stali się widzialni. Napastnik trzymał w ręku broń kobiety, a ona cały czas utrzymywała pozycję do walki. Ninja rzucił Falchion w kierunku Chameleon, mieszkanka Zaterry wykonała unik, kopnęła  wojownika w brzuch, ten odleciał kawałek i uderzył w drzewo. Wojownik padł na ziemię.
- Reptile? – ponownie odezwała się wojowniczka
Mężczyzna wstał, spojrzał na Chameleon.
- COBRA! – wypowiadając te słowa, zniknął.
Shang Tsung został zaproszony do pałacu Kahna. Czarnoksiężnik, pod eskortą strażników dawnego imperatora, został odprowadzony do sali tronowej, w której znajdowały się wielkie kolumny, i schody prowadzące na tron, na którym siedział Shao. W pomieszczeniu panował półmrok.
- Podejdź mój przyjacielu. . . – odezwał się dawny imperator.
- Po co mnie tutaj wezwałeś? – Tsung podszedł bliżej, stał teraz pod schodami.
- Mam dla ciebie pewną ofertę.
- Jaką?
- Chciałbyś, mnie wesprzeć, czarnoksiężniku?
- W czym takim? Co otrzymam w zamian?
- Wszystkie światy są osłabione, wielu wojowników nie żyje, a w zamian otrzymasz władzę nad Moroi.
- Przecież, utraciłeś wszystkie ziemie, jak możesz obiecywać mi coś, czego nie posiadasz?
- Ale dzięki Tobie, mogę je odzyskać.
- Możesz, o ile zgodzę się Tobie pomóc.
- ZAMILCZ PSIE! Mogę ciebie zniszczyć jeżeli tylko będę tego chciał.
- Radziłbym uważać na to co mówisz. Dobrze wiem, że jesteś osłabiony, bardzo osłabiony. . .
- STRAŻE!
W tym momencie do pomieszczenia wkroczyło pięciu wojowników, ubrani byli w czarne luźne spodnie, i maski w kształcie lisa na głowie. W ręku, każdy z nich trzymał halabardę
-Cóż za piękne powitanie, wprowadziłeś błaznów na salę, żeby uczcić moje przyjście. . . – powiedział ironicznie Shang Tsung - . . .proszę cię, co to ma być?
- NA NIEGO! – rozkazał Shao Kahn
Pięciu mężczyzn rzuciło się na czarodzieja, ten jednak szybko rozprawił się z nimi, przy pomocy wyczarowanych przez siebie kul ognia.
- Masz coś jeszcze? – zapytał Shang
- Widzę, nadal jesteś dobry w magii. . .
- Dziękuję przyjacielu
- i tak samo wyszczekany. . . Dosyć tych zabaw Shang Tsung, przyjmujesz moją ofertę?
- Pozwól, że się zastanowię. . .
- Dobrze więc, masz dwa dni, zejdź mi z oczu!
- Żegnaj, Imperatorze
Shang Tsung opuścił pałac dawnego Imperatora. Wiedział, że jednocząc się z nim będzie mógł wiele osiągnąć. Ludzie znów będą się go bać, będzie siał postrach wśród mieszkańców, wszystkich światów. Shao Kahn mógł mu pomóc, lecz nie był pewny, czy warto mu tym razem zaufać.

kamiliskra

Bardzo ładne opowiadanie ;)

Cobra

Ty zgredzie! ! !
Czemu mi nie napisałeś na gg:
Drogi przyjacielu Pawle dodałem 3 cześć mojego opowiadania, taką jaką chciałeś, aby było coś o Reptile i Zeetera i Złu, a ty co?
Jajo nie powiadomiłeś mnie :( Dopiero jak byłem przy końcu, napisałeś mi że dodałeś 3 część! Hehehe
A tak po za tym to dziękuje Tomku za dodanie postaci
o moim nicku ;)
Wg mnie była to najlepsza częśc z pozostałych, oceniając ją to mhhh...... 9/10 :)
Mogła być lepsza, lecz pięknie opisałeś
tą walkę pomiędzy Chameleon vs Cobra ;)
Mam nadzieje że jutro będzie 4 xD
I jak mi pisałeś że to będzie ostatnia część to ja protestuje! ! !
Chce zobaczyć jeszcze minimum 15 części!
Pozdrawiam. . .

Kitana,Sindel,Tomek

#14
Edenia. Sala tronowa, była przyozdobiona świeżymi kwiatami. Kamienna podłoga, położona była z wielką precyzją, dołożono wielkich starań, żeby wszystko wyglądało idealnie. Wielkie witraże znajdujące się na ścianach bocznych rozjaśniały pokój. Przez wpadające przez okna światło, seledynowy kamień, wyłożony na posadzce, wyglądał jak morze. Tron stojący pod ścianą naprzeciwko wielkich drewnianych drzwi, ozdobiony był szlachetnymi kamieniami. Siedziała na nim Kitana, jako księżniczka, to ona musi sprawować obowiązki królowej. W pewnym momencie, drzwi do Sali tronowej otworzyły się, do pomieszczenia weszła kobieta w różowym stroju. Był to obcisły kostium, z przodu, rozcięcie pośrodku sięgało mniej więcej do brzucha, wszyty był w nie prześwitujący materiał. Buty postaci były wysokie, sięgały za kolana, nie ograniczały jednak swobody ruchu. Delikatny obcas podwyższył wojowniczkę. Brunetka z włosami sięgającymi za ramiona, podeszła do księżniczki i ukłoniła się.
- To ty? Milanos? – zapytała Kitana
- Tak, księżniczko – gdy Kitana wstała, Milanos padła na podłogę.
Kobieta widząc reakcję, różowej wojowniczki, kazała jej wstać.
- Nie wygłupiaj się – powiedziała księżniczka, podnosząc młodą dziewczynę.
- Ale. . .
-Daj, spokój, nie wygłupiaj się, od tej pory jesteś jedną z nas.
- Szukałam, takich jak ty. . . Szukałam nowych wojowników, i pojawiłaś się właśnie ty.
- Jestem na twoje rozkazy, księżniczko
- Jaka księżniczka, mów mi Kitana. . .
- Jestem na twoje rozkazy, Kitano. . .
- Nie, nie jesteś, jesteś wolna, będziesz walczyła, ale poza tym będziesz mogła robić co chcesz.
- Dobrze więc, Pani
- Skończmy z tą oficjalnością, jesteśmy takie same, mówmy sobie po imieniu.
W pałacowej sypialni, Sindel zbierała siły, aby powrócić do swoich obowiązków. Siedziała na parapecie spoglądając przez okno, na to co dzieję się w oddali. Nie wiedziała, że w Edenii pojawił się tajemniczy niechciany gość.
- Moja droga Sindel – odezwał się mężczyzna stojący za nią
- Shao Kahn! STRA. . .! – królowa zerwała się na równe nogi.
Shao zamknął kobiecie usta.
- Shang, ich uśpił. . .
Mężczyzna zabrał dłoń, z twarzy kobiety.
- Czego chcesz?
- Jak miło znów, cię widzieć. . . – na twarzy dawnego imperatora pojawił się dziwny grymas przypominający uśmiech.
- Czego chcesz? – zapytała ponownie kobieta
- Dobrze wiesz. . . Chcę Edenii. . .
- NIGDY! Ja jestem prawowitą władczynią!
- Ale możesz ustąpić
- Żebyś zniszczył ten świat? Zapomnij o tym!
- Jeśli nie zrzekniesz się korony, sam po nią sięgnę. . .
- Gdy zginę, Kitana przejmie władzę, a po niej Jade. . .
- Nikt nie mówi o śmierci moja droga, zorganizuje po prostu kolejny turniej, mam już pomysł jak odzyskać władzę na utraconych ziemiach.
- I tak się Tobie to nie uda parszywcze!
- ZAMILCZ I SŁUCHAJ! – ryknął Kahn – Każdy turniej będzie rozgrywał się o jeden świat, w ten sposób będę miał większą szansę na zwycięstwo. . .
- Odmówimy udziału!
- Nie możecie, jak wiesz doskonale. . . O KRÓLOWO! Każdy wymiar musi wystawić choć jednego zawodnika. . .
- Pluje na ciebie Kahn! – Sindel plunęła prosto w twarz mężczyzny.
Shao, wycierając ślinę z twarzy, kopnął władczynię Edenii w brzuch. Siła ciosu odrzuciła ją na szybę, szkło nie wytrzymało, kobieta wypadła przez okno, spadając na pałacowy ogród. Rozległ się krzyk, poddani szybko zebrali się wokół, aby sprawdzić co się stało. Chcieli udzielić pomocy, wezwano Jade i Kitanę. Dawny imperator, obrócił się plecami do zbitego witrażu, wytarł rękę w stojące w rogu łóżko.
- SHANG TSUNG! – zawołał mężczyzna
Czarnoksiężnik natychmiast pojawił się w sypialni.
-Słucham panie? – Tsung spojrzał na rozbite okno.
- Idziemy. . . udamy się do Tarkatan
Czarnoksiężnik, wyczarował teleport, mężczyźni natychmiastowo opuścili Edenię.
Baraka i Mileena, znajdowali się teraz w wiosce, którą zamieszkiwali Tarkatanie, nie wyróżniała się ona niczym z pośród innych w Outworld, prawie niczym. Przedstawiciele ich rasy są koczownikami, ale nigdy nie opuszczali miejsca swojego dotychczasowego zamieszkania, zostawiając wszystko. Być może, musieli uciekać, lub znaleźli miejsce w którym panowały dobrobyt. Nic nie było pewne. Przez cztery dni, dokładnie tyle spędzili w opuszczonej wiosce Baraka i Mileena, nie widzieli żywej duszy. Nie musieli też kraść, ani walczyć. Jedzenia mieli pod dostatkiem, wystarczyłoby go jeszcze na miesiąc, może dwa.
Podczas, gdy dwoje Tarkatan jadło zostawione w spiżarni mięso, pojawił się nagle Shao Kahn. Wojownicy odwrócili się w kierunku imperatora.
-Co tu robisz? – zapytali jednocześnie, przyjaźnie.
- Moi drodzy. . . Może zechcielibyście się do mnie przyłączyć na nowo?
- A co będziemy z tego mieć? – zapytała Mileena
- Pusto tutaj, nieprawdaż – powiedział wojownik w masce czaszki.
- Co im zrobiłeś! – krzyknął Baraka
- Coś, czego nie chce zrobić wam. . . – odparł dawny imperator – przyłączcie się do mnie a przeżyjecie. . .
-A co dasz nam w zamian? – Mileena
- Powiedzmy, że prócz życia, jeśli wygracie dla mnie w turnieju, zostawię was w spokoju i dam trochę złota z Edeńskiego skarbca.
Wojownicy po chwili zastanowienia, zgodzili się.

davidkoz

;D Szybko się Mileenka z Baraką zgodzili. Chyba Shoa Kahn był przekodowujący, prawda?

Moment, gdy Shoa Kahn pojawia się w sypialni Sindel jest dziwny. Kogo uśpił Shang? Strażników? jak im tak łatwo poszło, to jazda z Sindel. Wytargać jej włosy, zgwałcić i wyrzucić z tronu. Teraz to ja jestem imperatorem Outworld, prawda? bo to tak chyba w MK wygląda. No ale chyba Shoa się zmienił po Aramgeddonie i lubi bawić się w dziwne gierki :P Oooo mam pomysł, zróbmy sobie turniej. Żeby było ciekawie zróbmy go wszędzie. Tak obalę Twoje rządy, bo teraz nie potrafię, nie mam rąk ani głowy do tego, aby Wyjeb$% Cię przez to okno.

Rozmowa Kitany z e.... Milanos spowodowała, że poprawił mi się humor (odblokowałem Adepta) ;D i chociaż pojawienie się jej jest ciekawe, rozmowa już niestety nie.

Kitana jest za cukierkowata, bardziej niż ja, a jak wiemy nikt ode mnie nie jest bardziej cukierkowy, prawda Adept? Chodź Milanos, to ja Kitana dam Ci pokój, połowę "zamku", skarbu i weź sobie Liu Kanga za męża ;)

Ogólnie podoba mi się, bo piszesz to ciekawie i w sposób taki, że jak napisałem powyżej pojawia mi się uśmiech na twarzy. Czekam, aż Baraka wykorzysta Shao i ucieknie z Mileeną ;D

Kitana,Sindel,Tomek

#16
dziekuje za słowa krytyki :P
krytyka buduje bardziej od słodzenia... ;)
wczoraj pisałem Cobrze, że po częsci numer 4 daje sobie z tym spokoj, przynajmniej na jakis czas ;) takze, na tym momencie moje opowiadanie się zakończy ;)

Ale spokojnie :P jak juz wiecie davidkoz zaczał pisac, więc zapraszam do miłej lektury jego twórczosci ;)

karzel

Cytatwytarł rękę w stojące w rogu łóżko

nie mial chusteczek ze o lozko reke wyciera?  ::)

Kitana,Sindel,Tomek

#18
dobra... obiecałem przestać na części numer cztery, ale postanowiłem dodać jeszcze to...


Niebiosa, nikt tak naprawdę, nie wie jak wyglądają, wszyscy snują tylko domysły. Chyba, jedynie, tylko bogowie wiedzą jak tam jest. Starsi Bogowie, widząc chaos jaki wywołał Blaze, postanowili, że od tej pory ładem będzie zajmował się bóg. Wielu kandydatów, starało się spełnić wymagania Bóstw. Długo szukali oni kogoś godnego, kogoś kto symbolizował by ład i porządek samym sobą, kogoś młodego, urodziwego, z uporządkowanym już, spokojnym charakterem. Znaleźli go w Edenii, młody mężczyzna o nietypowym imieniu Davidkoz, został zabrany do Niebios, by zasiąść wśród Bogów.
Pałac Shao Kahna. Do środka wszedł Raiden.
- CO TY TU ROBISZ! WYNOŚ SIĘ STĄD! – powiedział lekko zdziwiony Shao Kahn
- Myślisz, że tylko ty potrafisz teleportować się w inne miejsca. Naruszyłeś zasady Kahn!
- Zamilcz!
- Wiesz, że Starsi Bogowie, zabronili Tobie wkraczania do Edenii i wszystkich światów, które były pod twoja kontrolą! Spotka cię, za to kara!
Raiden cisnął gromem w stronę dawnego imperatora. Pocisk uderzył w ścianę nad głową olbrzyma. Ten kucnął, chwycił stojący przy tronie młot i rzucił go w tym samym momencie, z rąk imperatora wystrzelił zielony pocisk, uderzając w Starszego Boga. Shao podbiegł po przeciwnika, lecz przez swoją nieuwagę w momencie gdy ten wziął zamach, napastnik przywołał swoją broń, długi kij pojawił się w jego ręce. Raiden końcówką swojej broni uderzył, imperatora w brodę. Bóg wstał, przywołał grom, który raził przeciwnika. Kahn nie pozostał jednak dłużny, uderzył gromowładnego w bok, ten odwalony siłą ciosu, uderzył w ścianę, olbrzym wziął rozbieg i z dużą siłą dobił, swojego odwiecznego wroga do niej. Mur nie wytrzymał, solidnie cegły niewytrzymały, walczący, przez dziurę jaka powstała ścianę, przenieśli się do innego pomieszczenia. Było to składowisko broni. Shao, podniósł młot, jego przeciwnik chcąc się obronić przed atakiem, próbował zablokować cios swoją bronią, jednak bezskutecznie. Kij pękł, młot uderzył napastnika w głowę. Raiden, wylądował na zbrojach wojsk Kahna.  Olbrzym podskoczył chcąc naskoczyć na swojego przeciwnika, ten jednak teleportował się i tym razem na zbrojach leżał imperator. Kiedy Shao wstał, Bóg chwycił wiszącą z boku halabardę i rzucił nią w stronę przeciwnika. Szybki unik ze strony wroga, zdezorientował gromowładnego, nim się obejrzał dostał młotem prosto w brzuch. Raiden ponownie wyleciał przez ścianę, tym razem jednak, upadł piętro niżej, była to sala treningowa, w której na balkonie imperator, dogląda walczących żołnierzy. Bóg leżał nieprzytomny, imperator wyskoczył przez dziurę w ścianie, wziął zamach i nim wylądował, ciężki młot zmiażdżył głowę Raidena.
- FATALITY! – powiedział rozradowany Kahn – Chłopcy!
W Sali pojawili się słudzy imperatora.
- Posprzątajcie to. . . Nasz gość trochę nabrudził.
Całemu zdarzeniu przyglądali się Starsi Bogowie. Byli oni zaskoczeni obrotem sprawy i przegraną Raidena, nie mogli jednak nic zrobić. Ich bezsilność, była przerażająca, mieli plan pokonania Kahna. Byli pewni, że się uda, wszystko jednak zawiodło. Stracili jednego ze swoich, nie obwiniali się jednak o to, przecież on sam chciał to zrobić. Jak uważali, mieli ważniejsze sprawy do zrobienia, niż przejmowanie się czymś, na co i tak nie maja wpływu, bowiem dusza Raidena, została uwięziona w pałacu. Wybrali tylko następcę, wszystkie  obowiązki powierzyli Davidkozowi.
Tanya, dowiedziała się, że za pomocą medalionu jaki ma na szyi Nitara, będzie mogła się dowolnie przemieszczać po światach. Szukała jej, lecz nie mogła znaleźć, wampirzyca jakby rozpłynęła się w powietrzu. Była teraz w Chaosrealm, tam zaprowadził ją ostatni ślad.
- Gdzie jest wampirzyca? – zapytała wojowniczka w żółtym kostiumie
Podniosła, mężczyznę i uderzyła go pięścią w twarz! Z jego nosa pociekła stróżka krwi.
- Zapytałam, gdzie jest Nitara. . .
- N. . . Nie wiem. . . – powiedział wystraszony mieszkaniec wioski
- Gdzie, jest? Tracę cierpliwość – tym razem uderzyła z płaskiej dłoni.
- Naprawdę nie wiem!
- Łżesz! – Tanya rzuciła mężczyznę na ścianę jego domu
- Znajdę cie Nitara. . .

davidkoz

tra la la i widać kto tu na forum rządzi ;)

Poza tym walka Shao z Raidenem bardzo mi się podoba. Bardzo fajnie ukazujesz to, co robią wojownicy :P Ja tego nie potrafię, nie mam, aż takiej fantazji. Fajnie też, że nie zapomniałeś o Nitarze, bo wydaje mi się, że ma w sobie potencjał i można ciekawie z nią pokombinować.

Tym razem jestem na tak, jak najbardziej ;)

Cobra

W końcu ci to skomentuje! ;)
To wg mnie opowiadanie numer V bardzo wciąga, bardzo mi się spodobała wciągnięcia w historię Mortal Kombat Davidkoza
jako Elder Godsa, powinieneś zacząć już pisać VI część, iż mówisz mi w kółko że masz najgorsze opowiadanie itd, ale tak nie jest, jedynie to Davidkoz jest na 1 miejscu, a ty na 2, a Franqeya opowiadanie egsekwo na 3 z piekielnym!
Czekam na VI część. . .

Kitana,Sindel,Tomek

no to czekaj a się nie doczekasz ;) nie mowiłem, że jest najgorsze tylko, ze jak bedzie ich wiecej to sie beda mylic fakty... dlatego przestałem pisac...

Annihilator

#22
Teraz wujek Annihilator skrytykuje, głównie przez zazdrość gdyż sam nie umie pisać dobrych opowiadań a jego skill w Mortal Kombat ogranicza się do opanowania jednej postaci z włączonym auto combosem :]

CytatBlaze został pokonany, kto by pomyślał, że właśnie wojownik taki jak Chameleon, zdoła wygrać to starcie.

Ja bym pomyślał w końcu ma umiejętności Scorpiona i Sub-Zero...

CytatWojownik z ognia wyparował, a piramida w której odbyło się starcie zaczęła się walić.

Smutne, wygrał i odparował a piramida poszła się walić

CytatRaiden rozpłynął się w powietrzu...

Raiden też się rozpuścił??? :(

Cytat...przywódczyni Lin Kuei wyjęła ją z ciała i rzuciła w piasek, następnie zamroziła sobie ranę

To chyba nie zdrowe mrozić sobie dziurę w brzuchu ale w końcu jest się herosem

CytatWyjęła wreszcie amulet, Smoczy Medalion i teleportowała się.

Nieee, nagrałeś się w DC zaraz po obejrzeniu wszystkich odcinków MK:DOR w prawdziwym Mortalu wyciąga się dłoń [czary-mary] i

portal się otwiera!

CytatNitara wytarła stróżkę krwi, która spływała jej z wargi.

Eszsz w takim momencie, jednak nadaje realizmu jestem za ;)

CytatNo wiesz. . . nie herbatkę u babci mi to nie wygląda. . .

Nie wiem czemu w tym momencie przypomina mi się polski lektor MK Annihilation

CytatWyparował przeszukałem wszystkie możliwe miejsca nie ma go! – gdy Cage wypowiedział te słowa nacisnął na zegarku kobiety guzik teleportu.

Podobnie jak Raiden i gazowany wojownik i jeszcze ten zegarek z teleportem AAAAAAAAA!!! :O

CytatOdwaliła w bok ciało Shujinko, Bo’ Rai Cho, Hotaru i Darriusa. Sheeva wreszcie mogła się wydostać, otrzepała ubranie i podobnie do Tanyi opuściła miejsce Armagedonu.

Jednym słowem, odwaliła kawał dobrej roboty ;D

CytatPodczas walki jakaś dziwna, energia uderzyła w niego i powtórnie przywróciła mu tylne nogi. Motaro znów był centaurem.

Wy tu kombaty uskuteczniacie a Korea kolejne testy nuklearne przeprowadza


Kitana,Sindel,Tomek

To była krytyka ;) A ogólnie? :P  i w miarę możliwości rozpisz sie xD

Adept

#24
CytatKilka dni później, wszyscy walczący przeciwko złu sojusznicy, zebrali się w jednym z Edeńskich ogrodów

Zła konstrukcja zdania. To sojusznicy na końcu kłuje w oczy. "Kilka dni później, wszyscy sojusznicy walczący przeciwko złu, zebrali się w jednym z Edeńskich ogrodów"

Cytatrosły stare drzewa, liczące już tysiące lat

Błąd polegający na tym, iż autorzy często używają pleonazmów. Jeżeli "stare" to nie musisz dodawać "tysiąc lat". "Rosły drzewa, liczące już tysiące lat"

CytatSonya zdawała się być myślami gdzieś daleko

Piszesz z pozycji narratora wszechwiedzącego, co więc robi to "zdawała się"? "Sonya była myślami daleko stąd".

CytatKobieta, nie usłyszała go, była zamyślona, niekiedy dawała poznać po sobie że cierpi

Po co taki opis w tym miejscu? Piszesz o braku reakcji na gest Johnnego, a zaraz po tym o widocznym cierpieniu Sonyi? Gdzie tu sens. Inaczej by to wyglądało, gdybyś wyodrębnił nieco to co chciałeś przekazać o cierpieniu Sonyi. "Kobieta nie usłyszała go, była zamyślona. Czasem w takich chwilach z jej twarzy dało się wyczytać, że cierpi".

Cytat- Co? A. . . tak – spojrzała na kwiat i wzięła go do ręki - . . . dziękuję . .

Nie kropkujemy ze spacją.

Cytat- Powiedz mi, co ciebie tak martwi. – aktor usiadł tuż obok kobiety.

Otwórz jakąkolwiek książkę w dowolnym miejscu i zobacz jak tam zapisany jest dialog. Nie piszemy kropki przed myślnikiem.

Cytat- Co? A... tak – spojrzała na kwiat i wzięła go do ręki - ... dziękuję...

Narrator najwidoczniej ma zadyszkę. Za dużo wielokropków: właśnie ów trzykropek w środku zdania jest jednym z najbardziej nadużywanych przez dziennikarzy znaków interpunkcyjnych
- Mirosław Bańko, PWN

Nie tylko w środku zdania, ale i w dialogach. Trzy razy użyty przez Ciebie, to o dwa razy za dużo.

CytatNiespodziewanie zagrzmiało, rozległ się błysk. Przybył Raiden.

Z konstrukcji zdania wynika, że najpierw zagrzmiało, a potem rozległ się błysk. Jak wiemy jest tak, iż najpierw widzimy błysk, a potem grzmot słyszmy.

Cytat- Nie, będę spokojna, Sindel prawie zginęła, Jax i Liu nie żyją! Już nie raz uzdrawiałeś ludzi. . . ICH NIE MOŻESZ?!

Jak krzyczy, to bez przecinka po "Nie".

Cytat- Księżniczko, jak myślisz? Jak długo świat zdołałby dźwigać ciężar, coraz to nowszych wojownikow? Zrozum musieliśmy to zrobić. . .

Jak to "my". Rayden miał tyle do gadania w tej sprawie co "nic" ;)

CytatI kto to mówi. . . Przecież to ty zawarłeś przymierze z Shao Kahnem!

Zaraz zaraz. Jakie przymierze z Shao Kahnem? Kto, co, jak, po co, dlaczego? Gdzie to jest wytłumaczone o czym mowa? Skoro nie było to przedstawione, to skąd Sonya o tym wie?

Cytat- Ta. . . I może mi jeszcze powiesz, że żyjemy tylko dzięki Tobie! – krzyknęła blondynka

W opowiadaniach i tekstach pisanych unikamy za wszelką cenę określeń typu "Ta". Powinno być "Tak" lub jak chcesz ironicznie to przedłużyć do "Taaak", ale nigdy "Ta".

Cytat- To, w tym momencie, nie istotne. . . mówiłem o nowych zawodnikach, póki co, niewiele o nich wiem, ale uważajcie, możecie ich spotkać wszędzie. . . – uprzedził Raiden

Nowi wojownicy to nie grzyby. Nie rosną jak po deszczu.

Cytat: davidkoz w Lipiec 17, 2009, 10:02:33 PM
Wolę czytać opisy przyrody i takie tam
To marsz do "Nad Niemnem" *żygi*

CytatOutworld, jest dziwną krainą, ciemna, mroczna.

Zła konstrukcja zdania. Jak ono wygląda? Przymiotnik, przymiotnik użyty w roli rzeczownika i dwa rzeczowniki. Nijak nie jest to poprawne. "Outworld jest dziwną krainą, ciemną i mroczną." lub "Outworld to dziwna kraina, ciemna i mroczna."

CytatWszędzie znajduje się mgła, dziwna jakby fioletowa

Mgła się nie znajduje. Mgła się unosi. Bez "Jakby".

CytatGleba jest tego samego koloru, co niebo, może troszkę ciemniejsza.

Po co przecinek przed "co". Poza tym jako narrator wszechwiedzący unikaj stwierdzeń typu "może".

CytatReptile, siedział w swojej kryjówce, było nią miejsce, w którym mieszkał od zawsze

Czym się kierowałeś dając w tym zdaniu przecinki :) bo mnie to ciekawi.

CytatObejrzał je dokładnie, z każdej strony, przyglądał się im dłuższą chwilę. Wreszcie nachylił się nad lustrem wody, stracił równowagę i wpadł do niej.

Proszę Cię! ;P

CytatChameleon, dopiero co wróciła z podróży, była bardzo zmęczona, odpadła z wyścigu na szczyt piramidy, gdy Shao Kahn uderzył ja swoim młotem bojowym.

Chameleon to męski ninja. Khamenelon to damska ninja. Później znów cały czas mylisz te dwie postacie...

CytatPrzymknęła oczy i obracając się, wymierzyła cios na wysokości brzucha, prosto w stare spróchniałe drzewo. Była uwięziona, nie mogła uwolnić ręki, która utknęła w roślinie. Chamelon wyprowadziła drugi, identyczny cios, mając nadzieję, że to pomoże. W tym momencie pień ustąpił,

Nie w roślinie, a w drzewie. Poza tym spruchniały pień zdołał ją obezwładnić?

CytatMężczyzna uderzył Chameleon w twarz
CytatZielony ninja dostał dwa potężne ciosy w głowę, lecz w chwili gdy Chameleon wylądował na ziemi
Grrrr, mylisz płcie i już w ogóle nie wiem o kogo Ci chodzi. Czy o męskiego Chameleona czy o Damską Khameleon którą zwiesz Chameleon.

CytatZ trudem podnosząc się z trawy, wykonała gwiazdę w powietrzu.

Jak ktoś się z trudem podnosi z trawy, to raczej nie jest w stanie zrobić gwiazdy. Tak na moje oko. Ja nie byłbym w stanie zrobić gwiazdy z miejsca, a co dopiero z trudem się podnosząc.

CytatZielony ninja dostał dwa potężne ciosy w głowę, lecz w chwili gdy Chameleon wylądował na ziemi, wojownik zauważając ranę na nodze kobiety

"Zauważył" ma być.

CytatWpadając w szał, machała nim przez sobą, wykonując kilka przypadkowych cięć, raniła napastnika

Jeżeli Khameleon (Czy jak wolisz "Chameleon") tak walczyła u stóp piramidy jak teraz w tym opisie, to nic dziwnego, że została szybko wyeliminowana ;)

Cytatmieszkanka Zaterry wykonała unik, kopnęła  wojownika w brzuch, ten odleciał kawałek i uderzył w drzewo. Wojownik padł na ziemię.
- Reptile? – ponownie odezwała się wojowniczka
Mężczyzna wstał, spojrzał na Chameleon.
- COBRA! – wypowiadając te słowa, zniknął.
Shang Tsung został zaproszony do pałacu Kahna. Czarnoksiężnik, pod eskortą strażników dawnego imperatora, został odprowadzony do sali tronowej, w której znajdowały się wielkie kolumny, i schody prowadzące na tron, na którym siedział Shao.

Po tym jak przeciwnik Khameleona ("Chameleona") się ujawnił, powinien być odstęp. To tak jak w filmach. Jest sobie środek pewnego wątku i nagle ni stąd ni zowąd pojawia się inna scena. Tak samo tutaj. Walczy sobie Khameleon ("Chameleon") z Cobrą i nagle Shang Tsung sobie kroczy gdzieś w pałacu Shao Kahna. To jest już inny wątek. Musisz więc rozdzielić go od poprzedniego.

Cytat- Podejdź mój przyjacielu. . . – odezwał się dawny imperator.
- Po co mnie tutaj wezwałeś? – Tsung podszedł bliżej, stał teraz pod schodami.
- Mam dla ciebie pewną ofertę.
- Jaką?
- Chciałbyś, mnie wesprzeć, czarnoksiężniku?
- W czym takim? Co otrzymam w zamian?

Eh,
Po pierwsze: Shang Tsung nigdy nie był przyjacielem Shao Kahna.
Po drugie: Shao Kahn nie ma ofert, on rozkazuje.
Po trzecie: Shao Kahn nie pyta "Chciałbyś". NIGDY
Po czwarte: Ktokolwiek pytając Imperatora "co otrzymam w zamian" zginąłby na miejscu.

Ty tworzysz własną historię i masz prawo do wszystkiego, lecz postacie które opisujesz są już scharakteryzowane z góry i dodawanie im innych cech w swoim opowiadaniu razi czytelnika. Wiadomo, że Scorpion nie będzie opowiadał dowcipów, wiadomo też, że Shao Kahn nie zachowuje się tak, jak to właśnie opisałeś.

Na pytanie:
Cytat- W czym takim? Co otrzymam w zamian?
Shao Kahn powinien odpowiedzieć: Nie zabiję cię

CytatZAMILCZ PSIE! Mogę ciebie zniszczyć jeżeli tylko będę tego chciał.

W końcu!

Cytat- Podejdź mój przyjacielu. . . – odezwał się dawny imperator.
- Po co mnie tutaj wezwałeś? – Tsung podszedł bliżej, stał teraz pod schodami.
- Mam dla ciebie pewną ofertę.
- Jaką?
- Chciałbyś, mnie wesprzeć, czarnoksiężniku?
- W czym takim? Co otrzymam w zamian?
- Wszystkie światy są osłabione, wielu wojowników nie żyje, a w zamian otrzymasz władzę nad Moroi.
- Przecież, utraciłeś wszystkie ziemie, jak możesz obiecywać mi coś, czego nie posiadasz?
- Ale dzięki Tobie, mogę je odzyskać.
- Możesz, o ile zgodzę się Tobie pomóc.
- ZAMILCZ PSIE! Mogę ciebie zniszczyć jeżeli tylko będę tego chciał.
- Radziłbym uważać na to co mówisz. Dobrze wiem, że jesteś osłabiony, bardzo osłabiony. . .
- STRAŻE!
W tym momencie do pomieszczenia wkroczyło pięciu wojowników, ubrani byli w czarne luźne spodnie, i maski w kształcie lisa na głowie. W ręku, każdy z nich trzymał halabardę
-Cóż za piękne powitanie, wprowadziłeś błaznów na salę, żeby uczcić moje przyjście. . . – powiedział ironicznie Shang Tsung - . . .proszę cię, co to ma być?
- NA NIEGO! – rozkazał Shao Kahn
Pięciu mężczyzn rzuciło się na czarodzieja, ten jednak szybko rozprawił się z nimi, przy pomocy wyczarowanych przez siebie kul ognia.
- Masz coś jeszcze? – zapytał Shang
- Widzę, nadal jesteś dobry w magii. . .
- Dziękuję przyjacielu
- i tak samo wyszczekany. . . Dosyć tych zabaw Shang Tsung, przyjmujesz moją ofertę?
- Pozwól, że się zastanowię. . .
- Dobrze więc, masz dwa dni, zejdź mi z oczu!
- Żegnaj, Imperatorze
Shang Tsung opuścił pałac dawnego Imperatora. Wiedział, że jednocząc się z nim będzie mógł wiele osiągnąć. Ludzie znów będą się go bać, będzie siał postrach wśród mieszkańców, wszystkich światów. Shao Kahn mógł mu pomóc, lecz nie był pewny, czy warto mu tym razem zaufać.

To jak do tej pory najgorsza część Twojego opowiadania.

CytatKamienna podłoga, położona była z wielką precyzją, dołożono wielkich starań, żeby wszystko wyglądało idealnie

Jeżeli używasz do rzeczownika czasownik opisujący czynność, to nie dawaj przecinków przed nim. "Kamienna podłoga położona była z wielką precyzją. Dołożono wielkich starań, żeby wszystko wyglądało idealnie"

Cytat- Nie wygłupiaj się – powiedziała księżniczka, podnosząc młodą dziewczynę.
- Ale. . .
-Daj, spokój, nie wygłupiaj się, od tej pory jesteś jedną z nas.
- Szukałam, takich jak ty. . . Szukałam nowych wojowników, i pojawiłaś się właśnie ty.
- Jestem na twoje rozkazy, księżniczko
- Jaka księżniczka, mów mi Kitana. . .

Nie rozumiem. Te osoby są to nowi wojownicy o których Rayden mówił? Czy są to starzy wojownicy którym dałeś imiona z forum?
Reptile - Cobra
Mileena - Milanos

Cytat- Skończmy z tą oficjalnością, jesteśmy takie same, mówmy sobie po imieniu.

E no, jak to? Kitana mówi OBCEJ osobie, że jest taka sama jak ona? Po czym to poznała? Po stroju tej Milanos? Trochę tak niezrozumiałe to jest nadal. Czy ona mówi tak do siostry Mileeny (Jednak jaki sens by miało to, żeby tłumaczyła siostrze by mówiła do niej Kitana, a nie księżniczka, nie mówiąc już o tym, że się nienawidzą), czy może mówi to zupełnie przypadkowej osoby Milanos, którą poznała dwie sekundy wcześniej i której tłumaczy, że powinna walczyć z nią i że są takie same. Kurczę, szybka ta Kitana, przechodzi w mig do konkretów ;)

CytatBaraka i Mileena, znajdowali się teraz w wiosce, którą zamieszkiwali Tarkatanie, nie wyróżniała się ona niczym z pośród innych w Outworld, prawie niczym.

Kurna, więc to jednak była obca wojowniczka tam u Kitany!

CytatBaraka i Mileena, znajdowali się teraz w wiosce, którą zamieszkiwali Tarkatanie, nie wyróżniała się ona niczym z pośród innych w Outworld, prawie niczym. Przedstawiciele ich rasy są koczownikami, ale nigdy nie opuszczali miejsca swojego dotychczasowego zamieszkania, zostawiając wszystko. Być może, musieli uciekać, lub znaleźli miejsce w którym panowały dobrobyt. Nic nie było pewne. Przez cztery dni, dokładnie tyle spędzili w opuszczonej wiosce Baraka i Mileena, nie widzieli żywej duszy

czyli od początku:
CytatBaraka i Mileena, znajdowali się teraz w wiosce, którą zamieszkiwali Tarkatanie
Cytatrzez cztery dni, dokładnie tyle spędzili w opuszczonej wiosce Baraka i Mileena
No, to albo zamieszkiwali ją Tarkatanie, albo jest opuszczona.

Jeżeli DAWNIEJ zamieszkiwali ją Tarkatanie, a teraz jest tylko opuszczona to z tego Twojego wyjaśnienia to nie wynika wcale.

CytatPrzedstawiciele ich rasy są koczownikami, ale nigdy nie opuszczali miejsca swojego dotychczasowego zamieszkania, zostawiając wszystko.

To zdanie jest bez sensu. Nie rozumiem go.

Cytat- A co będziemy z tego mieć? – zapytała Mileena

Ło rety. Znowu Shao Kahn powinien odpowiedzieć, że ŻYCIE. Ja nie wiem co nagle po tym Armaggedonie tak wszyscy się zaczęli spoufalać z Shao.

Cytat- Pusto tutaj, nieprawdaż – powiedział wojownik w masce czaszki.
- Co im zrobiłeś! – krzyknął Baraka

Skąd Baraka wiedział, że Shao Kahn coś zrobił z jego rasą? Przecież Shao zauważył tylko fakt pustki w wiosce. Nie dał żadnych powodów Barace by ten go osądził.

CytatWielu kandydatów, starało się spełnić wymagania Bóstw.

Bóstwo z małej litery.

Cytat
- CO TY TU ROBISZ! WYNOŚ SIĘ STĄD! – powiedział lekko zdziwiony Shao Kahn

Oh my fucking God. Masz zakaz pisania czegokolwiek o Shao Kahnie ;D naprawdę kompletnie "lalusiujesz" jego postać ;P Zaniedługo pewnie powie do kogoś "proszę", "dziękuję" lub nazwie swoich żołnierzy "chłopcami".

CytatTen kucnął, chwycił stojący przy tronie młot i rzucił go w tym samym momencie, z rąk imperatora wystrzelił zielony pocisk, uderzając w Starszego Boga.

A co z młotem? Został rzucony i co? Zniknął?

CytatRaiden końcówką swojej broni uderzył, imperatora w brodę. Bóg wstał, przywołał grom, który raził przeciwnika. Kahn nie pozostał jednak dłużny

Chaos, chaos, chaos. Rayden uderzył Imperatora. Czemu więc to RAYDEN wstaje i rzuca błyskawicę. To się kupy nie trzyma. Co Shao mu zrobił, że to Rayden musi wstawać?

Cytat- FATALITY! – powiedział rozradowany Kahn – Chłopcy!

Kurwa...



Jak napisałem kiedyś, przeczytałem opowiadanie i za ciągłe szykanowanie mojej osoby zrobiłem to szczegółowo ;) Tak jak powinno być literacko. Opowiadanie ciekawe, lubię czytać taki fan fiction. Podoba mi się to, że walki rozgrywane były na "planszach" Mortal Kombat, czyli na przykład w zbrojowni Kahna (Wyobraziłem sobie wtedy zbrojownie z MK II). Jest w porządku. Brakuje tylko warsztatu. Dużo czytaj i często i tak po dwóch latach powinno już być oki. I czemu nikt do tej pory nie zwrócił Ci uwagi, że Chameleon to facet?!

Pozdrawiam.


davidkoz

Cytat: Adept w Lipiec 26, 2009, 03:30:48 AM
CytatI kto to mówi. . . Przecież to ty zawarłeś przymierze z Shao Kahnem!

Zaraz zaraz. Jakie przymierze z Shao Kahnem? Kto, co, jak, po co, dlaczego? Gdzie to jest wytłumaczone o czym mowa? Skoro nie było to przedstawione, to skąd Sonya o tym wie?

Jak najbardziej pasuje Adepcie. Jeżeli KSTomek kontynuuję historię MK to po co przedstawiać fakty, które miały miejsce w MK: Deception? Tam właśnie jest moment jak Raiden przechodzi na stronę Shao Kahna.

Kitana,Sindel,Tomek

#26
Cytat: Adept w Lipiec 26, 2009, 03:30:48 AM
Cytat- Co? A. . . tak – spojrzała na kwiat i wzięła go do ręki - . . . dziękuję . . 

Nie kropkujemy ze spacją.

Wiem, ale kropkuję tak bo na niektorych stronach zamiast"..." pojawia się ciag znaków.



Cytat- Podejdź mój przyjacielu. . . – odezwał się dawny imperator.
- Po co mnie tutaj wezwałeś? – Tsung podszedł bliżej, stał teraz pod schodami.
- Mam dla ciebie pewną ofertę.
- Jaką?
- Chciałbyś, mnie wesprzeć, czarnoksiężniku?
- W czym takim? Co otrzymam w zamian?

Eh,
Po pierwsze: Shang Tsung nigdy nie był przyjacielem Shao Kahna.
Po drugie: Shao Kahn nie ma ofert, on rozkazuje.
Po trzecie: Shao Kahn nie pyta "Chciałbyś". NIGDY
Po czwarte: Ktokolwiek pytając Imperatora "co otrzymam w zamian" zginąłby na miejscu.

Po pierwsze- ironia
drugie, trzecie - Shao jest osłabiony i szuka na nowo sojuszników cchac nie chcąc musi byc milszy.
czwarte - słaby Shao po walce = chec wykorzystania

Cytat- Nie wygłupiaj się – powiedziała księżniczka, podnosząc młodą dziewczynę.
- Ale. . .
-Daj, spokój, nie wygłupiaj się, od tej pory jesteś jedną z nas.
- Szukałam, takich jak ty. . . Szukałam nowych wojowników, i pojawiłaś się właśnie ty.
- Jestem na twoje rozkazy, księżniczko
- Jaka księżniczka, mów mi Kitana. . .

Nie rozumiem. Te osoby są to nowi wojownicy o których Rayden mówił? Czy są to starzy wojownicy którym dałeś imiona z forum?
Reptile - Cobra
Mileena - Milanos

Sam sobie odpowiedizałes

Cytat- Skończmy z tą oficjalnością, jesteśmy takie same, mówmy sobie po imieniu.

E no, jak to? Kitana mówi OBCEJ osobie, że jest taka sama jak ona? Po czym to poznała? Po stroju tej Milanos? Trochę tak niezrozumiałe to jest nadal. Czy ona mówi tak do siostry Mileeny (Jednak jaki sens by miało to, żeby tłumaczyła siostrze by mówiła do niej Kitana, a nie księżniczka, nie mówiąc już o tym, że się nienawidzą), czy może mówi to zupełnie przypadkowej osoby Milanos, którą poznała dwie sekundy wcześniej i której tłumaczy, że powinna walczyć z nią i że są takie same. Kurczę, szybka ta Kitana, przechodzi w mig do konkretów ;)

Obie walcza przeciwko złu...

Cytat- Pusto tutaj, nieprawdaż – powiedział wojownik w masce czaszki.
- Co im zrobiłeś! – krzyknął Baraka

Skąd Baraka wiedział, że Shao Kahn coś zrobił z jego rasą? Przecież Shao zauważył tylko fakt pustki w wiosce. Nie dał żadnych powodów Barace by ten go osądził.

Ale znajac Shao, dał mu powody do oszczerstw...


Cytat
- CO TY TU ROBISZ! WYNOŚ SIĘ STĄD! – powiedział lekko zdziwiony Shao Kahn

Oh my fucking God. Masz zakaz pisania czegokolwiek o Shao Kahnie ;D naprawdę kompletnie "lalusiujesz" jego postać ;P Zaniedługo pewnie powie do kogoś "proszę", "dziękuję" lub nazwie swoich żołnierzy "chłopcami".

Jakoś rozkrecic sie musi, jak dojdzie do pełni sił to bedzie inaczej :P

CytatTen kucnął, chwycił stojący przy tronie młot i rzucił go w tym samym momencie, z rąk imperatora wystrzelił zielony pocisk, uderzając w Starszego Boga

A co z młotem? Został rzucony i co? Zniknął? .

Nie ma wymogu, ażeby pisac co z nim sie stało pozniej

CytatRaiden końcówką swojej broni uderzył, imperatora w brodę. Bóg wstał, przywołał grom, który raził przeciwnika. Kahn nie pozostał jednak dłużny

Chaos, chaos, chaos. Rayden uderzył Imperatora. Czemu więc to RAYDEN wstaje i rzuca błyskawicę. To się kupy nie trzyma. Co Shao mu zrobił, że to Rayden musi wstawać?[/quote]

Jest gdzies napisane, że to przez uderzenie...

Cytat- FATALITY! – powiedział rozradowany Kahn – Chłopcy!

Kurwa...



Jak napisałem kiedyś, przeczytałem opowiadanie i za ciągłe szykanowanie mojej osoby zrobiłem to szczegółowo ;) Tak jak powinno być literacko. Opowiadanie ciekawe, lubię czytać taki fan fiction. Podoba mi się to, że walki rozgrywane były na "planszach" Mortal Kombat, czyli na przykład w zbrojowni Kahna (Wyobraziłem sobie wtedy zbrojownie z MK II). Jest w porządku. Brakuje tylko warsztatu. Dużo czytaj i często i tak po dwóch latach powinno już być oki. I czemu nikt do tej pory nie zwrócił Ci uwagi, że Chameleon to facet?!

Pozdrawiam.


[/quote]

Jakby nie patrzeć nikt nie czepiał się postawy Shao, ale jest jednak ona roczniejsza niz poprzednio...
a ty czepiasz sie szczegółów typu "odłozył kubek", ale nie wiadomo na co... ;) ale dzieki za komenta

Adept

#27
Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Lipiec 26, 2009, 01:25:40 PM
Cytat: Adept w Lipiec 26, 2009, 03:30:48 AM
- Co? A. . . tak – spojrzała na kwiat i wzięła go do ręki - . . . dziękuję . . 

Nie kropkujemy ze spacją.

Wiem, ale kropkuję tak bo na niektorych stronach zamiast"..." pojawia się ciag znaków.

U nas działa bez ciągu znaków.

Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Lipiec 26, 2009, 01:25:40 PM
Cytat: Adept w Lipiec 26, 2009, 03:30:48 AM
- Podejdź mój przyjacielu. . . – odezwał się dawny imperator.
- Po co mnie tutaj wezwałeś? – Tsung podszedł bliżej, stał teraz pod schodami.
- Mam dla ciebie pewną ofertę.
- Jaką?
- Chciałbyś, mnie wesprzeć, czarnoksiężniku?
- W czym takim? Co otrzymam w zamian?

Eh,
Po pierwsze: Shang Tsung nigdy nie był przyjacielem Shao Kahna.
Po drugie: Shao Kahn nie ma ofert, on rozkazuje.
Po trzecie: Shao Kahn nie pyta "Chciałbyś". NIGDY
Po czwarte: Ktokolwiek pytając Imperatora "co otrzymam w zamian" zginąłby na miejscu.

Po pierwsze- ironia
drugie, trzecie - Shao jest osłabiony i szuka na nowo sojuszników cchac nie chcąc musi byc milszy.
czwarte - słaby Shao po walce = chec wykorzystania

O rety, ja bardzo dobrze się domyśliłem, że Ty chciałeś ukazać ironię. Jednak to że Ty teraz piszesz, że to miała być ironia wcale nie znaczy to, że ta ironia Ci wyszła. Dobór słów jest równie ważny co intencje autora teksu. Poza tym Shao osłabiony nie równa się Shao milszy. Może więcej straszyć, więcej obiecywać, ale na ostatnim miejscu chyba powinien być "milszy" ;)


Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Lipiec 26, 2009, 01:25:40 PM
Cytat: Adept w Lipiec 26, 2009, 03:30:48 AM
Cytat- Skończmy z tą oficjalnością, jesteśmy takie same, mówmy sobie po imieniu.

E no, jak to? Kitana mówi OBCEJ osobie, że jest taka sama jak ona? Po czym to poznała? Po stroju tej Milanos? Trochę tak niezrozumiałe to jest nadal. Czy ona mówi tak do siostry Mileeny (Jednak jaki sens by miało to, żeby tłumaczyła siostrze by mówiła do niej Kitana, a nie księżniczka, nie mówiąc już o tym, że się nienawidzą), czy może mówi to zupełnie przypadkowej osoby Milanos, którą poznała dwie sekundy wcześniej i której tłumaczy, że powinna walczyć z nią i że są takie same. Kurczę, szybka ta Kitana, przechodzi w mig do konkretów ;)

Obie walcza przeciwko złu...

Skąd mamy to wiedzieć? Gdzie o tym napisałeś?

Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Lipiec 26, 2009, 01:25:40 PM
Cytat: Adept w Lipiec 26, 2009, 03:30:48 AM

- Pusto tutaj, nieprawdaż – powiedział wojownik w masce czaszki.
- Co im zrobiłeś! – krzyknął Baraka

Skąd Baraka wiedział, że Shao Kahn coś zrobił z jego rasą? Przecież Shao zauważył tylko fakt pustki w wiosce. Nie dał żadnych powodów Barace by ten go osądził.

Ale znajac Shao, dał mu powody do oszczerstw...

Gdzie? Ja nigdzie tego nie wyczytałem, a z tekstu nie wynika to co mówisz. Domysły domysłami, jednak trzeba to zgrabnie napisać :)

Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Lipiec 26, 2009, 01:25:40 PM
Cytat: Adept w Lipiec 26, 2009, 03:30:48 AM
Ten kucnął, chwycił stojący przy tronie młot i rzucił go w tym samym momencie, z rąk imperatora wystrzelił zielony pocisk, uderzając w Starszego Boga

A co z młotem? Został rzucony i co? Zniknął? .

Nie ma wymogu, ażeby pisac co z nim sie stało pozniej

? ? ? Jak to nie ? ? ? ;D to przecież fundamentalne zasady piśmiennictwa, aby opisywać sytuacje i zdarzenia w logiczną całość. Jak ktoś rzucił jabłkiem, jabłko to musi spaść. Jak ktoś rzucił młotem, to on również musi gdzieś dolecieć.

Kitana,Sindel,Tomek

ale ja nie czepiam sie błedów które mi wyliczasz tylko tego ze jak to powiedział Davidkoz nie muszę pisac ze pusciła Kamę... a ty oczekujesz ze tak powiem wielkiej dokładnosci ;)
imam nadzieje ze nei cały twój cytat był wymierzony we mnie...

Adept

Odnośnie tego młota i Kamy Nitary. Na ShoutBoxie napisałem: to są związki przyczynowo-skutkowe. Jeżeli ktoś rzucił młotkiem, czytelnik MUSI wiedzieć gdzie doleciał. Jeszcze nie spotkałem się nigdy, a dużo książek w życiu przeczytałem, aby ktoś zapomniał o zdarzeniu które opisywał dwie linijki wyżej. W "Pustyni i Puszczy" jak dzikus rzucił dzidą, to Pan Henryk Sienkiewicz opisał, że dzida ta spadła obok Stasia Tarkowskiego. Nie do pomyślenia jest, aby nie opisał tego co stało się z dzidą po rzuceniu, tak jak Ty to zrobiłeś z młotem Shao.

Żeby jednak Ci pokazać o co mi chodzi z tym, że trzeba dokładnie opisywać zdarzenia to popatrz na to co napisał kolega po fachu: http://i31.tinypic.com/1627c0p.jpg a powiem Ci, że są to TYLKO dwa zdania, a Pan AdamKB znalazł w nich tyle dziur, co ja w całym Twoim opowiadaniu. Więc nie mów, że to ja się czepiam :). I w tym screenie doskonale widać, że Pan AdamKB również wymaga, aby opis był dokładny i że samo z siebie nic się nie zrobi. Trzeba najpierw podnieść człowieka by ten zawisł ;) Tak samo ja wymagam, aby rzucony młot gdzieś doleciał :) Mam nadzieję, że teraz jest wszystko jasne :)

Kitana,Sindel,Tomek

Klasztor Lin Kuei znajdował się teraz pod panowaniem największej wojowniczki, Frost. Wreszcie osiągnęła cel o jakim marzyła, Sub-Zero był martwy, a ona została przywódcą klanu. Wszyscy musieli być jej poddani, nikt nie mógł się sprzeciwic, w przeciwnym razie spotkała go śmierc. Nikt nie mógł podważyc decyzji jakie podjęła kobieta. Wiedząc, że ma władzę jej niektóre czyny były kontrowersyjne. Uratowac mógł ich tylko spisek lub podstęp. W podziemiach pałacu o, których wiedzieli tylko nieliczni członkowie klanu, dyskusje na temat tego co powinno się zrobic trwały tygodniami, wreszcie postanowiono zagłosowac, wybrano metodę podstępu.  Doradcy Frost, poinformowali ją o niezwykłym medium znajdującym się na Ziemi. Wymyślili historię Mistral, która cudem uniknęła śmierci. Po tragicznym wypadku jest niewidoma i nie słyszy, lecz umie mówic i wyczuc to co stanie się z daną osobą w przyszłości. Niebieska wojowniczka nie czekała długo, postanowiła odwiedzic świat ziemski i złożyć wizytę medium.
Gdy Frost wkroczyła do małego, prawie pustego kwadratowego pokoju. W rogu siedziała kobieta, zmarszczki na jej twarzy wskazywały na to, że była starszą osobą. Na oczach miała czarną, materiałową opaskę, usta postaci były otwarte wpadał do nich kosmyk siwych, właściwie już białych, kręconych włosów.
- Siadaj… - powiedziała staruszka
- Zamknij twarz! Lepiej przepowiedz mi przyszłośc starucho!
Medium zachowało spokój, nie mówiło nic tylko wskazało stare rozwalające się krzesło.
- Słuchaj wiedźmo! Nie mam czasu na pieprzone pogaduszki! Po prostu chce wiedziec co mnie czeka i tyle!
- Usiądź proszę! – powiedziała stanowczo Mistral
- Niech ci będzie… - Fost usiadła na starym rozpadającym się krześle
- Dziękuje musze teraz się skupic na Tobie, więc poproszę o cisze…
W zimnych oczach niebieskiej wojowniczki, było widac straszne podirytowanie. W długiej i niespokojnej ciszy jaka zapadła, od czasu do czasu można było usłyszec ciężki oddech medium. Ciszę niespodziewanie przerwała Frost, uderzając pięścią w stół. Staruszka drgnęła, i otworzyła lekko usta, nabierając powietrza.
- I co tam widziałaś?
- Widziałam Ciebie
- To chyba oczywiste, masz mnie za idiotkę?! CO WIDZIAŁAS!!
- Śmierc…
- Tak, zabiłam Sub-Zero, co jeszcze?
- Widziałam Twoja śmierc
- Zamknij się suko! -Frost spoliczkowała, Mistral, kobieta spadła z krzesła, uderzając głową o podłogę.
- ZGINIESZ! ZGINIESZ W TYM POKOJU! TU I TERAZ!! – wykrzyczała starszuszka.
W tym samym momencie do pokoju wkroczyła wampirzyca. Niebieska wojowniczka dobrze ją znała, spotkały się już zaraz po Armagedonie.
- Witaj… suko… - odparła Nitara – co zrobiłaś tej kobiecie?
- Jeszcze nic ale zrobię jej to samo co tobie!
Frost wyjęła swoje lodowe sztylety i rzuciła nimi w stronę przeciwniczki. Sprawny unik umożliwił przeprowadzenie ataku. Gdy broń odbiła się od ściany i wylądowała na podłodze, wampir podleciał do wojowniczki i zadrapał ją w policzek strącając jej maskę z twarzy, która potoczyła się w kierunku Mistral. Następny cios jaki wyprowadziła Nitara trafił w klatkę piersiową napastnika. Frost blokując cios, została lekko odepchnięta, lecz wystarczająco by stojąca z nią Medium wbiła jej sztylet w brzuch.
- Dalej Nitara! Wykończ ją! – krzyknęła staruszka.
Wampirzyca podeszła do swojej ofiary i wbiła jej swoje kły w szyję. W miarę wysysania  krwi, ciało niebieskiej wojowniczki stało się starsze jakby o kilkadziesiąt lat. Nitara wyssała z kobiety całą energię życiową. Na koniec ponownie wbijając kły w szyję Frost, zaczęła szarpac pokonaną przeciwniczkę, robiła to tak długo aż nie zdołała odciąc jej głowy, którą później wypluła w miejsce w, którym spoczywały jej sztylety.
- FATALITY! – powiedziała Nitara opuszczając pomieszczenie.

Kitana,Sindel,Tomek

No nic, postanowiłem ruszyc dupę i kontynuowac pisanie ;) tym razem liczę jednak na jakieś komentarze ;) co do wcześniejszej tez by nikomu kawiatura nie odpadła :P


Ziemia nie zmieniła się zbytnio od wielkiego Armageddonu. Dzielnica Bostonu wydawała się być równie szare jak wczoraj. Jedynie mroczne zaułki były jakby ciemniejsze. Padał deszcz, silniejszy niż miesiąc temu. Ciche uderzanie kropel o zimny chodnik, od czasu do czasu przerywał odgłos przyjeżdżającego samochodu. Wiatr unosił co jakiś czas, leżącą na asfalcie gazetę, a właściwie tylko jej pierwszą stronę, której nagłówkiem była informacja o kolejnym morderstwie w tej okolicy. Światła wyznaczały drogę w zapadającej nocy. Mogła być ona zbawienna, lub mogła być przekleństwem, ludzie niechętnie szli tą częścią miasta, spodziewali się tutaj napadów, pobić, gwałtów, wszystkiego co najgorsze. Jedni mówili o tym miejscu, że jest zapomniane przez Boga, inni że jest legowiskiem diabła. Wszyscy mieli racje. Miejscową szkołę zamknięto z powodu niskiej frekwencji i kłopotów jakie sprawiała młodzież, a tutejszy kościół został podpalony przez nieznanych sprawców, policja nawet nie wszczęła postępowania.
Na przystanku autobusowym znajdował się mężczyzna. Siedział na ławce, przypatrując się jednemu z plakatów reklamowych. Był młody miał może dwadzieścia kilka lat, w ustach trzymał ledwo co zapalonego papierosa. Wsłuchiwał się w deszcz, a może po prostu myślami był gdzieś dalej, w innym, lepszym niż to miejscu. Nagle powrócił do smutnej rzeczywistości, zdenerwował sie uderzył pięścią w małą szklaną szybkę osłaniającą rozkład jazdy autobusów. Skaleczył się, rozciął sobie rękę, stróżka krwi spłynęła po jego nadgarstku i wsiąkła w rękaw zielonej kurtki. Na imię miał Franqey, był zły na cały świat, jego serce parało nienawiścią do wszystkiego.  Mężczyzna spojrzał na rękę, rany sprawiały mu ból, ale nie dawał po sobie tego poznać, zawsze był twardy, nigdy się nie poddawał. Lecz przecież był tylko człowiekiem, a każdy człowiek ma jakieś słabości, on nie pogodził się ze stratą ojca, który zginął w wypadku ale uratował mu życie. Obwiniał o wszystko siebie chciał żeby jego ojciec wrócił, lecz nie było to możliwe. Chciał umrzeć, byleby zwrócić mu życie. Pochodził z zamożnej rodziny dobrze wychowany, miły chłopak, zawsze pomocny, lecz ta tragedia zmieniła go całkowicie. Zrozumiał, że życie jest brutalne, walczył o swoje nie odpuszczał nikomu, stał się nieczuły na krzywdy innych. Dowiedział się o śmierci matki kilka lat temu, zastrzelono ją podczas strzelaniny w supermarkecie, kula wbiła się w serce, nastąpił prawie natychmiastowy zgon. Został sam, co chłopak z dobrej rodziny może robić w tak zepsutej dzielnicy? Większość trafiłaby tutaj przypadkiem lecz nie on, Franqey szukał zemsty. Gdy przypominał sobie o rodzicach ogarniała go wściekłość był gotów zabić każdego. Wsadził rękę do kieszeni żeby ogrzać ręce. Wyjął z kurtki pistolet, zakręcił nim kilka razy wokół palca. Przyglądał się spustowi jakby miał być dla niego zbawieniem, nie pociągnie za niego, to jasne. Przed zabiciem chronił go wizerunek rodziców jaki każdej nocy powstawał w jego głowie.  Usiadł na ławce, spuścił głowę, znowu myślami był gdzieś indziej.
Ktoś stanął przed nim i dotknął go, szturchnął w ramie. Franqey wystraszył się niechcący pociągnął za spust, rozległ się huk, kula wystrzeliła i trafiła nieznaną postać w brzuch. Kiedy mężczyzna podniósł głowę zobaczył że postrzelił kobietę, gdyby wiedziała że jest uzbrojony na pewno nie podeszłaby do niego. Dziewczyna padła na kolana zasłoniła ranę ręką, w nadziei, że to coś pomoże. Chłopak obserwował ją uważnie, cierpiała, lecz nie udzielił jej pomocy. Gdy nieznajoma zdołała wymówić słowo „POMOCY”, przyłożył broń do jej skroni i nacisnął spust. Czerpał przyjemność z tego, że choć przez chwilę ktoś cierpiał tak jak on. Spojrzał na ciało, przypomniało mu jego matkę.
Nic dziwnego, że ktoś taki jak Shao Kahn postanowił wykorzystać słabość Franqeya aby przeciągnąć go na swoją stronę.  Otworzył portal, zakaz przestał obowiązywać w chwili gdy Raiden zmarł, pojawił się kilka metrów przez miejscem w którym znajdował się mężczyzna. Zimne krople deszczu padające na prawie nagie ciało Imperatora nie przeszkadzały mu w tym aby stanowczo podążać przed siebie. Zaraz za nim szedł Shang Tsung, milczał, czekał na znaki od sojusznika.
- Widzę, że zabijanie nie jest ci obce… Wyśmienicie – Shao zatrzymał się tuż przy małym szklanym budynku.
- Kim jesteś? Odejdź! Mam broń! – Franqey wymierzył pistoletem w tors swojego rozmówcy.
- Po co ci te zabaweczki! – Kahn chwycił rękę mężczyzny i wykręcił ją, ciało chłopaka przeszył ból, broń wylądowała na kawałku suchego jeszcze chodnika.
- Puśc mnie! – Dwudziesto kilku latek starał się uwolnić z silnego ucisku.
- Wiem co chciałbyś odwrócić… Jestem w stanie to zrobić, przywrócę twoich rodziców do życia, jeśli tylko przyłączysz się do mnie…
- Wiem, że to nie jest możliwe! Nie jestem głupi!
- Shang Tsung! Pokaż mu!
Mężczyzna nie zwrócił nawet uwagi na dziwaczne stroje w jakie ubrani byli przybysze.
Czarodziej wypowiedział jakieś zaklęcie, gestykulował rękami by po chwili ukazać Franqeyowi duchy jego rodziców. Chłopak był w szoku, nie wiedział co zrobić, imperator uderzył jednak w jego najczulszy punkt. Wykorzystał tęsknotę do rodziców i umożliwił wreszcie zobaczenie ich, by zaraz potem brutalnie przerwać ten widok nakazując, Tsungowi żeby odprawił dusze.
Franqey bił się z myślami lecz był w tak wielkiej desperacji, że zgodził się dołączyć do sił zła, byleby tylko odzyskać rodziców. Przeszli przez portal, Shao triumfował, Franqey został oszukany, lecz nawet tego nie podejrzewał.

Piekielny Scorpion

No jak zawsze super opowiadanie ci wyszło obyś ich pisał więcej mnie one bardzo wciągają  ;)

Kitana,Sindel,Tomek

Królewski ogród Edeński był jednym z najpiękniejszych. Mały wodospad szumiał zagłuszając śpiew ptaków. Kolejny pogodny dzień w królestwie poprawił wszystkim nastroje. Przechodzący obok Jade i Kitany poddani kłaniali się jej, co bardzo ją denerwowało. Zawsze uważała że szacunek należy się królowej, księżniczka chciała by równa wszystkim i żartowała nawet, że czuje się jakby liczyła co najmniej sto tysięcy lat. Kobiety przechadzały się główną aleją, nadchodziła niespotykana tutaj zazwyczaj jesień. Uważano że drzewa co kilkadziesiąt lat muszą odrodzić się na nowo. Dla Ziemi ta zwykła pora roku, w Edenii była zjawiskiem występującym rzadziej niż raz na kilkadziesiąt lat. Liście spadające z drzew miały najczęściej fioletowy, czerwony lub różowy kolor. Wojowniczki usiadły na jednej z kamiennych ławek i patrząc na oddalony pałac zaczęły rozmawiać:
- I co ja mam jej niby powiedzieć? – zapytała Jade
- Co chcesz… Milanos była naszą pomyłką… - odparła Kitana
- Jak to przecież jest jednym z nowych wojowników – kobieta poprawiła swój zielony kostium
- No właśnie w tym problem, że nie jest, podszyła się do niego wiedząc, że jeśli tak zrobi zyska możliwość mieszkania w pałacu… Powinnyśmy jak najszybciej się jej pozbyć.
- Dlaczego?
- To zwykła wieśniaczka. Nie mieszka nawet w mieście, wyobraź sobie co by się stało jakby prawda nie wyszła na jaw.
- Masz racje, posłałybyśmy ją do walki, to dla niej byłby wyrok.
- Ja nie mogę tego zrobić, jako księżniczka nie przystoi mi takie zachowanie, jeślibym ją wyrzuciła wieść rozeszłaby się po całej Edenii, ludzie zjedliby mnie żywcem.
- Mam z nią walczyć?
- Nie mam pojęcia co powinnaś zrobić, ale oszustwa tolerować nie będę.
Milanos siedziała w swoim pokoju w Edeńskim Pałacu. Wystrój pomieszczenia dla zwykłego człowieka byłby iście królewski. Złote naczynia, wielkie wygodne łoże, antyczne już meble i okno przez które wpadało jasne światło było czymś na co mogli pozwolić sobie tylko nieliczni najbogatsi mieszkańcy.
Milanos siedziała na łóżku czytając książkę gdy rozległo się nagle ciche pukanie do drzwi.
- KTO TAM? – zapytała kobieta
- JADE – odpowiedział jak gdyby zachrypnięty głos.
- Chwilkę… - Różowa wojowniczka wstała i podeszła do drzwi, otwierając zamek, pociągnęła delikatnie za klamkę. Postacią która stała za drzwiami nie była Jade. Wojowniczka była ubrana w fioletowy strój, wysokie buty na obcasie a na jej twarz do połowy zasłonięta była lekko prześwitującym kawałkiem materiału, przez który prześwitywały wielkie ostre zęby. W swoich rękach trzymała ukryte przed Milanos Sai.
-Puk Puk! – mówiąc to Mileena przeszła do ataku. Kopnęła przeciwniczkę w podbrzusze, ta zgięła się wpół, następny cios wymierzony w twarz powalił rywalkę.
- I to tyle? – zdziwiła się mieszkanka Outworld. Naskoczyła ona na leżącą na podłodze oszustkę, zdjęła zasłaniający zęby materiał i wgryzła się w szyję Milanos. Kilka ugryzień i mocniejszych szarpnięć oderwało głowę mieszkanki Edenii. Zwyciężczyni tego nierównego pojedynku wypluła swój łup. Jej twarz była pomazana krwią, lecz kobieta odeszła zadowolona z wykonania poleconego jej zadania.

Piekielny Scorpion

Kolejna super część opowiadania swoją drogą szybko zabiłeś Milanos i to dość brutalnie muszę  powiedzieć

franqey

Nie wiem czy cię opieprzyć za zabicie moich staruszków, czy podziękować za umieszczenie po stronie Shao.

davidkoz

Mnie trochę zniesmaczyło zabicie rodziców ale to tylko opowieść, wymyślona historia na potrzeby tworzenia więc pomyślałem, że fajnie Franqey wpleciony to niech tak już będzie.

Podobają mi się opisy miejsc, opisy walk. Bardzo płynnie mi się to czytało i z ciekawością, a u mnie to rzadkość. Oczywiście wszyscy czekamy na dalsze losy i olaboga, jak ta Mileena wykończyła Milanos no, no.

franqey

Żeby nie robić afery, nie przeszkadza mi tworzenie fikcyjnych rodziców fikcyjnej postaci o imieniu Franqey. Tak tylko się zgrywałem.

Kitana,Sindel,Tomek


Cobra

TY! KU*WA! nie nie nie! co? wtf? DLACZEGO? :O za to ci nie dam koma do opowiadania ! ! ! :D PS: Czy naprawdę aż tak jestem brzydki? :D

Kitana,Sindel,Tomek

no cos koło tego xD :P a ten wyglad to za tego koma zaległego :P dasz koma to moze zmienie xD

Piekielny Scorpion

Hehe ciekawy wygląd postaci zwłaszcza Cobry xD


Piekielny Scorpion


Kitana,Sindel,Tomek

no ale Ten ma zostac bo sobie Coba zażyczył, ale problem w tym ze tak miał human Reptile wygladac wiec musaiłem jemu stroj zmeinic...
REPTILE - http://img16.imageshack.us/i/reptilec.jpg/
REPTILE TWARZ - http://img31.imageshack.us/i/reptiletwarz.jpg/

Piekielny Scorpion

Cóż Reptile lepiej by wyglądał w stroju Cobry a Cobra Reptila xD

Cobra

#46
Nadszedł ten dzień abym skrytykował tego męczy duszę, jakim jest KiSinTo. . . ;D

Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Wrzesień 24, 2009, 09:15:53 AM
Doradcy Frost, poinformowali ją o niezwykłym medium znajdującym się na Ziemi.
Prawie jak Kaczyński i jego doradcy, chłopcy co nowego w kraju? xD

Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Wrzesień 24, 2009, 09:15:53 AM
Gdy Frost wkroczyła do małego...
MAŁY wkroczył do krocza, ehhh te głupie skojarzenia :D

Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Wrzesień 24, 2009, 09:15:53 AM
- Siadaj… - powiedziała staruszka
- Zamknij twarz! Lepiej przepowiedz mi przyszłość starucho!
Medium zachowało spokój, nie mówiło nic tylko wskazało stare rozwalające się krzesło.
- Słuchaj wiedźmo! Nie mam czasu na pieprzone pogaduszki! Po prostu chce wiedzieć co mnie czeka i tyle!
- Usiądź proszę! – powiedziała stanowczo Mistral
- Niech ci będzie… - Fost usiadła na starym rozpadającym się krześle
- Dziękuje muszę teraz się skupić na Tobie, więc poproszę o cisze…
W zimnych oczach niebieskiej wojowniczki, było widać straszne podirytowanie. W długiej i niespokojnej ciszy jaka zapadła, od czasu do czasu można było usłyszeć ciężki oddech medium. Ciszę niespodziewanie przerwała Frost, uderzając pięścią w stół. Staruszka drgnęła, i otworzyła lekko usta, nabierając powietrza.
- I co tam widziałaś?
- Widziałam Ciebie
- To chyba oczywiste, masz mnie za idiotkę?! CO WIDZIAŁAŚ!!
- Śmierć…
- Tak, zabiłam Sub-Zero, co jeszcze?
- Widziałam Twoja śmierć
- Zamknij się suko! -Frost spoliczkowała, Mistral, kobieta spadła z krzesła, uderzając głową o podłogę.
- ZGINIESZ! ZGINIESZ W TYM POKOJU! TU I TERAZ!! – wykrzyczała starszuszka.
W tym samym momencie do pokoju wkroczyła wampirzyca. Niebieska wojowniczka dobrze ją znała, spotkały się już zaraz po Armagedonie.
- Witaj… suko… - odparła Nitara – co zrobiłaś tej kobiecie?
- Jeszcze nic ale zrobię jej to samo co tobie!
Frost wyjęła swoje lodowe sztylety i rzuciła nimi w stronę przeciwniczki. Sprawny unik umożliwił przeprowadzenie ataku. Gdy broń odbiła się od ściany i wylądowała na podłodze, wampir podleciał do wojowniczki i zadrapał ją w policzek strącając jej maskę z twarzy, która potoczyła się w kierunku Mistral. Następny cios jaki wyprowadziła Nitara trafił w klatkę piersiową napastnika. Frost blokując cios, została lekko odepchnięta, lecz wystarczająco by stojąca z nią Medium wbiła jej sztylet w brzuch.
- Dalej Nitara! Wykończ ją! – krzyknęła staruszka.
Wampirzyca podeszła do swojej ofiary i wbiła jej swoje kły w szyję. W miarę wysysania  krwi, ciało niebieskiej wojowniczki stało się starsze jakby o kilkadziesiąt lat. Nitara wyssała z kobiety całą energię życiową. Na koniec ponownie wbijając kły w szyję Frost, zaczęła szarpać pokonaną przeciwniczkę, robiła to tak długo aż nie zdołała odciąc jej głowy, którą później wypluła w miejsce w, którym spoczywały jej sztylety.
- FATALITY! – powiedziała Nitara opuszczając pomieszczenie.

Lepszej rozmowy nie widziałem. !

A tak ładnie się zaczynało, "ZAMKNIJ TWARZ", zamiast napisać japa suko (to by pasowało do reszty ciekawej rozmowy 3 kobiet które zachowują się jak nastolatki z podwórka :D ok
"SŁUCHAJ WIEDŹMO" eee to ona nie słyszy? ? ? czy ta mistral bo jak ta babcia to pięknie to sformułowałeś :D :P

"USIĄDŹ PROSZĘ" babcia low level. :D

"ZGINIESZ ZGINIESZ W TYM POKOJU! ! !" Babcia Master level. ! ;D

"- WIDZIAŁAM TWOJĄ ŚMIERĆ, - ZAMKNIJ SIĘ SUKO!" i to jest dowód że kobiety mają bardzo mocną huśtawkę nastrojów, na początku wszystko ładnie pięknie, potem frost z mordą do niej, babcia karzę usiąść, frost no niech ci będzie i babcia się wkurwiła hehehe

"WITAJ SUKO"... ...przyjacielskie powitanie. :D

"FATALITY - powiedziała Nitara" i w końcu koniec! :)

Niestety ale w przeciwieństwie do innych opowiadań twych, ta mi się w ogóle nie podobała, a szczerze ta rozmowa była wg mnie napisana od niechcenia, stać cię na więcej i każdy to wie tutaj po twoich opowiadaniach, no więc to opowiadanie na ostrzał! :D





Wiesz 3/4 tego opowiadania jest słaba nie mówię że chujowa i do dupy ale jest słaba po prostu, nie podoba mi się ta cała przygoda tzn wspomnienia i w ogóle ta akcja z Franqey'em, świetnie opisałeś miejsce szczegóły ale szczerze, nie podobała mi się ta cała akcja jeszcze jak on postrzelił tą kobietę. . . Ehhh jak bym czytał jakiś kryminał a nie opowieść
o Mortal Kombat. . . Dopiero coś się zaczęło dziać jak wspomniałeś o Shao Khanie to już mnie bardziej zaciekawiło niż te 3/4 opowiadania. . .





Opowieść o Milanos jest (w końcu coś) REWELACYJNA, początek taki kolorowy wszystko ładnie opisane a tu nagle bardzo fajna rozmowa Kitan a Jade,
potem ta walka między Milanos a Mileną, o ile to można nazwać walką. . .

Wszystko pięknie rozbudowane, i ten opis Edeni, rewelacyjny, była również wspomniana krew. . .

W końcu napisałeś coś wspaniałego z tematyką Mortal Kombat a nie te kryminały,
Czekam na kolejne, właśnie coś w stylu tego opowiadania a nie kryminałów ale teraz mógłbyś coś z świata Special Forces, jak tam u Soni i Jaxa Duży uśmiech

Chciałbym zwrócić uwagę że nie znam się za bardzo na literaturze, więc moję słowa praktycznie są gówno wartę :-)

KONIEC

davidkoz

Cobra mogłeś to wszystko zamieścić w jednym poście, a nie rozbijać na trzy. Możesz to edytować?

BTW hahaha musiałem edytować swój wpis i powiedzieć, że w chwili, w której to pisałem chciałem dodać jeszcze, że jak nie edytujesz to sam Ci to editne ale w tym wszystkim zapomniałem, że nie jestem modem :P Takie dziwne uczucie, nie?  ;D

Cobra


Kitana,Sindel,Tomek

Hm... no masz piszesz piszesz a i tak ci z nienacka wyskoczy jakiś człek i zasypie świat swoim opowiadaniem :P Normalnie szkoda :P

Kitana,Sindel,Tomek

Zalegało, zalegało, zalegało i już nie będzie zalegało :P Kolejna częśc... Oczywiście po przeczytaniu tradycyjnie proszę o komentarze :P


Davidkoz gdy tylko usłyszał o turnieju jaki ma zostać zorganizowany w Edenii, postanowił odwiedzić innych Bogów zajmujących miejsce w niebiosach. Niebieskie pustkowie, rozlane wszędzie obłoki wyglądały jak posadzka. Chodząc po nich czuło się lekki chłód, przyjemne orzeźwienie, czyste powietrze, wszystko było delikatnie rozmazane, jakby ktoś patrzał przez mgłę. Na tronie siedziały jedynie cztery postacie, trzech mężczyzn i jedna kobieta…
-Dlaczego… Ale… Gdzie reszta? – zapytał zdezorientowany Davidkoz dopiero później orientując się, że siedzące bóstwa są jakby inne…
Kobieta wstała z pozłacanego tronu. Czerwono-czarny kaptur jaki miała na swojej głowię, zasłaniał prawie całą twarz.
-Dziecko… musisz się jeszcze wiele nauczyć… Bogowie już nie są nieśmiertelni, przynajmniej nie w takim stopniu w jakim nam się to wydawało… - postać zbliżyła się i położyła rękę na ramieniu Davidkoza.
- Wybacz, ale nic nie rozumiem…
- Ty też jesteś Starym Bogiem, przecież powinniśmy wiedzieć wszystko… czyż nie? Jako najwyższe istoty, jesteśmy wszechwiedzący… Lecz jednak nie…
- Przestań mówiąc zawile, wytłumacz co się tutaj dzieje!
- O niektórych z nas zupełnie już zapomniano… reszta została ukarana tak jak Argus, wygnano ich i odebrano boskość.
- Zapomniano?! WYGNANO?!
- Nie unoś się – kobieta mówiła nad wyraz spokojnie  - Armageddon jaki został rozpętany przez naszych poprzedników zachwiał nie tylko światami lecz także i Bóstwami. Ja zastąpiłam męża, mimo tego że jestem śmiertelniczką… Wyobrażasz sobie? Śmiertelniczka Delia Bogiem Natury!! HA… Ale tutaj, się nie starzeje, w jednej chwili stałam się encyklopedią ludzkości, mimo tego że umarłam… Wskrzeszono mnie, i stałam się Bogiem…
- A co z resztą?
- Nie wiem… - Delia okręciła się wokół Davidkoza – może odeszli w zapomnienie… albo zostali ukarani w inny sposób…
Druga z postaci siedzących na tronie podniosła się nieoczekiwanie i w mgnieniu oka pojawiła się przy rozmawiających.
- Delio! Daj już spokój… Davidkoz znany jest ze swojego uroku, ale nie oznacza to, że musisz go uwodzić!
- Ale Jasper, wygadujesz głupoty! Ja i uwodzenie? Dobre sobie… - Kobieta oddaliła się od mężczyzn. Reszta Bogów zdawała się nie byś zupełnie zainteresowaną tym co dzieję się wokół nich.
- Znam twoje imię, lecz akie jest twoje zadanie?
- Moją misją jest strzeżenie cienkiej granicy równowagi we wszystkich królestwach… Jest to dość trudne zadanie, nawet teraz zło wydaje się silniejsze od dobrej strony.
- Jak można pokonać zło?
- Nie można… Między stronami będzie toczyła się nieustanna walka niezależnie od tego czy ktoś zniszczy światy czy nie…
W tym momencie ktoś wyrwał Davidkoza z transu w którym się znajdował. Rozmowę przerwała Sonya, która wydawała się być bardzo zaniepokojona.
- Wiesz co się stało! W Edeni zamordowano Milanos! Prawdopodobnie zrobił to któryś z ludzi Shao! NARUSZONO REGULAMIN! MUSIMY COŚ Z TYM ROBIĆ!
- Spokojnie, Milanos zginęła z woli Bogów, sama tego chciała podając się z wojowniczkę, nie mamy czasu na myślenie… Turniej rozegra się już za niecały tydzień a my nie mamy najlepszych wojowników! – powiedział z przejęciem Starszy Bóg
- Chcesz mi powiedzieć, że jestem słaba? – zbulwersowała się Blade
- Nie to miałem na…
- Słuchaj no! Jeśli myślisz, że jestem stara albo co gorsza słaba to mogę pokazać ci co potrafię skopując tą twoją Boską Dupę wysyłając ją prosto w niebiosa!
-CHYBA ZAPOMNIAŁAŚ DO KOGO MÓWISZ – Oczy Davidkoza błysnęły, zdolne do wystrzelenia gromu.
- JEŚLI JESTEM SŁABA! TO DLACZEGO PRZEŻYŁAM?! DLACZEGO JESTEM TĄ ZASRANĄ FARCIARĄ KTÓREJ SIĘ POSZCZĘŚCIŁO!! MOŻE BOGOWIE TAK SOBIE ZAŻYCZYLI? MOŻE MAM TOBIE ZŁOŻYĆ POKŁON W PODZIĘCE ZA ŻYCIE?
Stary Bóg był wściekły, jego krew zdawała się wrzeć. Mężczyzna drżał, starał się stłumić złość lecz nie wytrzymał. Uderzył Sonyę w twarz, ta zupełnie nie spodziewając się ataku okręciła się wokół ogłuszona ciosem.
- Przepraszam… Nie chciałem – Odparł szybko Davidkoz
Sonya bez słowa odwróciła się plecami do niego poczym odeszła.
- CZY TY SOBIE DO CHOLERY ZDAJESZ SPRAWĘ Z TEGO ZE ON MNIE UDERZYŁ? – krzyknęła Sonya
Johnny Cage zdawał się być co najmniej rozbawiony tą całą sytuacją, a raczej sposobem w jakim podeszła do tego Sonya.
-Wiesz… Wydaje mi się, że wam obojgu puściły nerwy, to po pierwsze… Po drugie za bardzo to przeżywasz… Zrobiłaś z tego zbędne „Halo” a wiem że zadziorna to ty potrafisz być, idź…
- Ja ZADZIORNA? CO TO DO CHOLERY?! JAKAŚ SOLIDARNOŚĆ PLEMNIKÓW!
- Nie tylko…
- A weź mi idź!
- Sonya, daj spokój…
- Giń! Zejdź mi z oczu…
Blade postanowiła opuścić pomieszczenie w którym rozmawiała z Cage’m lecz ten starał się ją zatrzymać.
- Ej… daj spokój wracaj! – wołał ją mężczyzna, lecz gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi ponowił wołanie – SONYA! NO! – w tym momencie nastąpił odzew, Sonya odwróciła się i wystawiła środkowy palec. Nastała cisza a kobieta opuściła pomieszczenie.
Chwilę później do pokoju wszedł Davidkoz.
- Widziałeś co ona…
- Tak… Przecież jestem Bogiem.
- Więc dlaczego się tak zachowuje?
- To tylko zwykłe rozdrażnienie, brakuje jej Jaxa, przejdzie jej…

Piekielny Scorpion

fajne opowiadanie tylko jakoś mi to nie pasuje top zachowanie Sony

Kitana,Sindel,Tomek

Edenia powoli przygotowywała się do turnieju jaki miał rozegrać się już za kilka dni. Cała kraina zaangażowana była w budowanie aren, z czego zaledwie trzy były umieszczone w pobliżu zabudowań mieszkańców. Najwspanialszą z aren miał być „Błękitny Smok”. Powstał on w specjalnie poszerzonym korycie głównej rzeki. Woda  przepływała przez białą, marmurową i zdobioną diamentami płytę na której widniało wyryte logo smoka. Arena na tle różnokolorowych drzew wyglądała wręcz przepięknie, zbyt ładnie jak na tak krwawy turniej, wszystko jednak mogło zmienić się dzięki pewnej małej niespodziance jaką kryła konstrukcja. Bardziej mroczną jednak była ta znajdująca się bezpośrednio w pałacu
Królewski pałac również szykowany był na uroczyste rozpoczęcie pierwszego dnia Mortal Kombat. Czyszczone były okna i drzwi, podłogi były myte i pastowane, wszystko musiało być dokładnie wyczyszczone, jeśli takie nie było sprzątający musieli liczyć się z karą.
- Sindel… Czy ty naprawdę myślisz że to dobry pomysł? – zapytał Davidkoz
- A Powiedz mi co ja mogę zrobić? – kobieta czesała swoje długie włosy patrząc na odbicie mężczyzny w lustrze.
- Mogłabyś zawsze sprzeciwić się temu pomysłowi…
- A myślisz Davidkoz, że nie próbowałam? Shang niestety jako organizator ostatniego turnieju ma prawo do wyboru miejsca , w którym odbędzie się kolejny – królowa spięła sobie włosy złotą, prawie niewidoczną spinką – dziwne, że wybrał akurat Edenie, on coś kombinuje i muszę się dowiedzieć co…
- Tak, ty za to masz prawo do wyboru wojowników jacy będą walczyć po stronie dobra.
- A kogo ja mogę wybrać? Wielu nas nie zostało, do turnieju będziemy musieli przystąpić wszyscy, zostało nas siedmioro… przegramy…
- Wiesz… Stałaś się ostatnio straszną pesymistką, może powinnaś odpocząć przez jakiś czas?
- Wiem… Jestem już stara, ale nasze prawo zabrania rezygnacji z tronu, dopiero gdy umrę Kitana zostanie królową…
- Nie o to mi chodziło…
- Sama już nie wiem co robic prawda jest taka, że nie mamy szans? Moja córka jest dobra w walce, podobnie Jade i Sonya, ale JA?! Stara babcia? Gdzie tam mi do nich?
-Pamietaj, że turniej rozgrywa się na terenie Edenii
- Pamiętam, ale co z tego?
- Jeśli rozgrywa się w krainie nad którą panujesz to masz prawo do tego aby rozgrywał się na twoich zasadach.
- O tym Shang mi nie powiedział…
- Byłby głupi jakby to zrobił…
- Obawiam się, że i tym razem nie będzie czystej walki. Shang umiejscowił arenę w Edeńskim Pałacu, chciałabym to zmienić, ale ma do tego prawo… Nie mamy na niego żadnego haczyka, tym razem to on rozdaje karty…
Nocą, gdy Pałac Shang Tsunga nie był już strzeżony przez tak liczne straże, łatwo można było się włamać do środka. Młody, zwinny złodziej z łatwością przedostał się przez mury budynku. Gdy był w ogrodach, minął śpiących strażników prawie bezszelestnie. Przed mężczyzną stały teraz potężne drewniane drzwi, które uniemożliwiały dalsze włamanie. Czarna postać musiała odszukać inną drogę do przedmiotu jakiego szukała. Jedynym sposobem na dostanie się do środka były drzwi frontowe, duże ryzyko opłaciło się jednak. Straże jakie pilnowały tego wejścia były znużone już wartą i milczeniem, zniknęli gdzieś na chwilę. Udało mu się wejść, lecz gdy tylko drzwi zamknęły się z hukiem, pijący alkohol wojownicy zerwali się na równe nogi. Przygotowany na ucieczkę ninja zobaczył, że napastnicy to piątka podchmielonych dziadków, postanowił zignorować ich. Nie przewidział, że ten błąd może zaważyć na losie całej misji. Pobiegł po marmurowych schodach w górę, skręcił w pierwsze drzwi po lewej stronie, robił to tak szybko, że nie zauważył nawet ozdób wiszących na ścianach. W małym pokoju z czerwonymi ścianami, pośrodku stała szklana kopuła, w środku znajdował się przedmiot, miecz. Jedyny miecz czarnoksiężnika był dużo wart, przynajmniej na czarnym rynku, bo któż nie chciałby mieć artefaktu potężnego maga w swoim domu? Gdy postać zbliżyła się do niego, ktoś odezwał się zza pleców postaci.
- Witaj Kisinto! – Shang Tsung oparł się o framugę drzwi.
- TSUNG! – zielone oczy wojownika wskazywały na zaskoczenie.
- Co robisz? Jeśli mogę wiedzieć? – Zapytał Mag
W tym momencie nastąpił atak, Kisinto kopnął Shanga w podbródek, lecz ten wystrzelił szybko kulę ognia, która odrzuciła przeciwnika na szklana kopułę, ta zbiła się i ninja upadł na potłuczone szkło. Gdy zorientował się, ze miecz jest w zasięgu jego ręki chwycił go i wyskoczył przez znajdujące się niedaleko okno. Czarnoksiężnik podbiegł do wybitej szyby i wystrzelił jeszcze kilka ognistych pocisków żaden jednak nie trafił w napastnika.
- PO CO MI STRAŻE JEŚLI NIE POTRAFIĄ ZATRZYMAĆ ŻÓŁTODZIOBA!

Kitana,Sindel,Tomek

Sonya uciekła od niewygodnych rozmówców i usiadła na brzegu rzeki wpatrując się w „Błękitnego Smoka”, myślała o tym jak dobrze byłoby gdyby miała przy sobie Jaxa. On by się z nią nie kłócił i dałby jej spokój, pewnie gdyby żył to wsparłby ją. Przepływająca woda była krystalicznie czysta, aż chciałoby się zamoczyć w niej nogi. Sonya zmęczona kłótnia zdjęła swoje buty i zanurzyła stopy w rzece,  dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że jest ona chłodna, przyjemnie relaksująca.
Kobieta zamykała powoli oczy, lecz dostrzegła, że woda staje się nagle czerwona. Wyjmując gwałtownie nogi z czerwonej cieczy rozejrzała się wokoło, jej oczom ukazały się dwie postacie, które rozpoznała bez problemu. Kto inny mógłby wbijać swoje ogromne kły w ciała robotników? Tylko co Baraka i Mileena robili w Edenii? Jak mogli się tu dostać? Blade nie byłaby sobą gdyby nie postanowiła się tego dowiedzieć.
Zbliżała się powoli do intruzów, którzy nie zdawali sobie sprawy z obecności wojowniczki. Przyglądała się masakrze jaką wywołuje para i oceniała swoje szanse, na miejsce swojej kryjówki z której zaskoczy wrogów wybrała mały park, znajdujący się nie więcej niż kilka kroków od Mileeny i Baraki. Dlaczego jej nie dostrzegli? A może zwyczajnie nie chcieli? Sonya nie miała czasu teraz o tym myśleć, musiała przecież podjąć szybką decyzję, lecz niespodziewanie ktoś położył na jej ramionach swoje ręce, może nie byłoby to problemem, gdyby nie okazało się że kolejna para owłosionych rąk z dwoma palcami spoczęła na talii blondynki. Postać rzuciła wojowniczką, kobieta wyleciała ze swojej kryjówki i padła prosto pod nogi Tarkatan.
- No, no, no… Kogo my tu mamy – odezwała się Mileena wbijając swój but na obcasie w brzuch Blade. – czyżby mała owieczka zagubiła się?
Baraka wyjął swoje ostrza i nachylił się nad dziewczyną.
- Co ty na to aby zrobić z ciebie szaszłyk? – mężczyzna przygotowywał się do ataku, nie spodziewał się jednak, że Sonya zdoła się uwolnić i zadać mu cios. Kopnęła go w krocze a następnie szybko stanęła na nogach. Mileena wyjęła swoje Sai i rzuciła się na przeciwniczkę, szybkie ciosy jakie wyprowadzała były skutecznie blokowane, lecz gdy Baraka wystrzelił pocisk, Blade rozproszyła się unikiem przez co otrzymała silny cios w brodę, chwilę później kolejny, tym razem w nogę. Sprawa zdawała się być przesądzona, Sonya przegrała i zapłaci za to swoim życiem. Fioletowa wojowniczka teleportowała się i zaatakowała z góry kopiąc celnie w głowę, ten atak powalił blondynkę na ziemię.
- A więc tak walczy, ktoś komu Raiden powierzył losy Ziemi? – Trakatanie zaczęli się śmiać, Baraka plunął na nieprzytomna Bladę.
- Co robisz? Chcesz, żeby jej mięso straciło smak? – powiedziała ironicznie Mileena
- STOP! – Powiedziała postać znajdująca się za nimi – Ona jest moja…
- A ty kt… - Baraka przerwał w pół zdania. Cztery ręce chwyciły go by następnie złapać go za nogi i podrzucając go trafiając nim Mileenę. Para padła na trawę a postać podniosła policjantkę.
- Sheeva … - powiedziała powoli czteroręka.
- Ty idiotko! – fioletowa wojowniczka wstała i z wściekłością zaatakowała, jednak nie odniosło to skutku, została odbita ciałem Sony’i .
Baraka wystrzelił pocisk, jeden z drugim, lecz zdawały się one nie zadawać wystarczających obrażeń, prawie nie działały na reprezentantkę Shokan, która pojawiła się przy przeciwniku, rzuciła blondynkę na ziemię i składając swoje górne ręce uderzyła go od góry niczym młot, ogłuszając tym samym mężczyznę, kopnęła go i odwaliła na bok. Sheeva spojrzała na leżącą Blade, męczyła się, lecz żyła, wykonywała powolne ruchy ręką. Shokan przeczesała swoje czarne włosy ręką wpatrując się w kobietę, chwyciła jedną z gałęzi pobliskiego drzewa i ułamała ją, następnie podniosła blondynkę i z całą siłą jaką miała nadziała jej głowę na ten prowizoryczny pal. Przyglądała się przez chwilę krwawiącemu ciału i odeszła.

johnx

Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Listopad 27, 2010, 10:19:41 PM
Shokan przeczesała swoje czarne włosy ręką wpatrując się w kobietę
To opowiadanie o MK miało być, a nie o jakichś zabawach Sheevy ;D


Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Listopad 27, 2010, 10:19:41 PM
- Co ty na to aby zrobić z ciebie szaszłyk? – mężczyzna przygotowywał się do ataku, nie spodziewał się jednak, że Sonya zdoła się uwolnić i zadać mu cios.
Mężczyzna? Myślałem, że Baraka to mutant :P


Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Listopad 27, 2010, 10:19:41 PM
myślała o tym jak dobrze byłoby gdyby miała przy sobie Jaxa.
Komu dobrze, temu dobrze ;D


Cytat: Kitana,Sindel,Tomek w Listopad 27, 2010, 10:19:41 PM
Kto inny mógłby wbijać swoje ogromne kły w ciała robotników?
KiSinTo!  ;D

Dobra, już się nie czepiam ;) Opowiadanie fajne, ciekawe i poprawne językowo. Nie zauważyłem większych literówek, czy błędów interpunkcyjnych. Ocena: 8/10. To ta ostatnia część. Jak mi się zachce to przeczytam resztę... Ale nie liczyłbym, że to szybko się stanie ;D