Aktualności:

Zawieszenie działalności forum od maja 2025. Czytaj więcej

Menu główne

MK The Movie i Wejście Smoka

Zaczęty przez johnx, Wrzesień 23, 2009, 12:35:24 PM

Poprzedni wątek - Następny wątek

johnx

Oglądaliście MK The Movie i Wejście Smoka z Brucem Lee? Jest  pełno podobieństw pomiędzy tymi filmami. Np. Turniej odbywa się na wyspie. Głównym bohaterem jest
żółtoskóry wojownik - zawsze dobry w sztukach walki. Napiszcie inne podobieństwa
jeśli jakieś zauważyliście. Zapraszam do dyskusji.

ildjarn

Nie tyle film co pierwowzór czyli gra MK1 powinna być przedmiotem porównań, nie jest to zresztą żadne odkrycie bo MORTAL wyraźnie do ETD sięga - oprócz ww motywów jeszcze fakt organizowania turnieju przez starego (czy w filmie - podstarzałego) mistrza. Co do Liu Kanga w wersji z pierwszego MK to oczywiście cały jego image to totalny rip-off Bruce'a Lee. Niejako chciano też nawiązać w grze do amerykańskich filmów akcji, niestety (a może stety) J.C. Van Damme nie zgodził się robić za model/źródło sprite'owych animacji dla Cage'a, później jednak przystał na podobny pomysł przy okazji realizacji digitalizowanego mordobicia STREET FIGHTER: THE MOVIE.

A jeżeli już porównywać same filmy w sensie jakości to sorry, "Wejście Smoka" zjada kinowego MK w 5 sekund.


Adept

#2
Cytat: repugnant w Wrzesień 25, 2009, 09:56:39 AM
A jeżeli już porównywać same filmy w sensie jakości to sorry, "Wejście Smoka" zjada kinowego MK w 5 sekund.

Miałem nie pisać w tym temacie, ale jak zobaczyłem takie coś...

Jaja sobie robisz. "Wejście Smoka" zjada "Mortal Kombat"?

Walki:
Zdecydowanie "Mortal Kombat" wygrywa. Albo nie widziałeś "Wejścia Smoka" albo jesteś zafascynowany filmowym kung-fu, które aktor Bruce stosował. Walki w "Enter the Dragon" są żałosne, wolne, głupie, nudne i przede wszystkim postać Bruce`a Lee. Skacze, robi głupie odgłosy "Łuuuauauauaaaaaaaa", tańczy na tych swoich nóżkach. Chorografia w tym filmie jest gorzej niż głupia.
- http://www.youtube.com/watch?v=8JGTS_DNdvI - Proszę, przykład jednej z lepszych walk w "Wejściu Smoka", kozak Bolo Yeung który już raz został wyśmiany przez Nostalgia Critic, atakuje grupkę fighterów. Masz te swoje zajebiste walki: Kilka ciosów, rzut, zabójstwo... I to jak bardzo efektowne!
0:52 - 1:03 Ałłł ułłł, fenomenalne odwzorowanie człowieka po uderzeniu i jaka śmierć! Powiedz mi, jeżeli jakikolwiek kontakt masz z rzeczywistością, czy da się złamać komuś kark trzymając go za włosy i odginając głowę do tyłu? O ile Sonya wyłamuje kręgosłup nogami (Co fizycznie jest bardziej możliwe) o tyle wyłamania kręgów w sposób jaki to zrobił Bolo wykrawa o spazmy śmiechu.
1:04 - 1:13 - Oh już po walce? Nie zauważyłem. Cios w twarz, cios w brzuch i złamanie kręgosłupa w locie (Bo zabił go podczas rzutu). Co za niesamowita walka
1:20 - 1:36 - Skonał w jego objęciach. Na Chrystusa, czy widziałeś kiedyś bardziej ABSURDALNĄ scenę walki/śmierci?! I Ty śmiesz porównywać taki gniot choreograficzny do walk w "Mortal Kombat"? Czy Ty w ogóle masz pojęcie o walkach reżyserowanych? 19 września byłem sędzią Mistrzostw Polski w XMA, była tam konkurencja "Walki reżyserowane" gdy wrzucę filmy na kompa prześlę Ci, bo nawet na Polskich zawodach kolesie NA ŻYWO robią lepsze walki niż te które były na spokojnie reżyserowane w "Wejściu Smoka" dlatego jako człowiek który na walce się zna stanowczo mówię, iż film "Mortal Kombat" deklasuje rywala. Nawet walka Liu Kanga z murzynem była o niebo bardziej wyreżyserowana fajniej niż najlepsze walki w "Wejściu Smoka". Kopnięcia, ujęcia kamery, dynamika walki, autentyzm, kaskaderka i akrobacje. Filmy te różnią się tym, że w kategorii "WALKI" "Wejście Smoka" jest jak bękart z Ukrainy do profesjonalnie zrobionej produkcji w Hollywood. Jeżeli uważasz inaczej to po prostu będziesz nie wiarygodny, bo każdy, czy ślepy czy niedorozwój widzi, iż walki w filmie Mortal Kombat to mistrzostwo w porównaniu z marnymi azjatyckimi scenami walk.

Gra aktorska/klimat:
Po raz kolejny, porównujesz Dawida z Goliatem. Christopher Lambert, Robin Shou, Linden Ashby, Cary-Hiroyuki Tagawa i Bridgette Wilson tworzą tak doskonałą mieszankę, że oglądając film czuję, że to są właśnie postacie z Mortal Kombat. Czuję, że jestem w tym świecie. Oglądając "Wejście Smoka" czuję się po prostu jak w filmie sensacyjnym. Zresztą "Mortal Kombat" to taka ballada, film kostiumowy. Nie wystarczy ubrać ludzi w kimona i przecharakteryzować na mnichów/karateków jak w "Wejściu Smoka", lecz trzeba stworzyć klimat. Ów klimat posiada "Mortal Kombat" poprzez swój pięknie wystylizowany świat. To nie jest również kilka budynków i kilku pajaców przebranych za wojowników. Mamy tu świątynię (która jako jedno pomieszczenie jest bardziej ucharakteryzowana na świat Mortal Kombat niż CAŁY film "Wejście Smoka"), mamy Zaświaty (Gdzie czuć grozę tego miejsca), mamy w ostateczności wyspę której szczyt wznosi się ponad chmury (Scena jak idą z walizkami). Czy Ty więc naprawdę chcesz porównać scenografię tych obu filmów, ale pytam się poważnie... NAPRAWDĘ miałeś taki zamiar? Przecież to tak jakbyś twierdził, że jedzenie szpitalne jest lepsze od jedzenia mamusi. Z czym do ludzi? Z jednej strony masz film który włożył miliony dolarów na charakteryzacje świata i co się bardzo udało, a z drugiej strony masz film który przydekorował wyspę paroma wstążkami i piętnastoma flagami, ubrał gości w kimono i co? Wielka otoczka świata "Wejścia Smoka"? Bez jaj i nawet nie staraj się mówić, że jest inaczej, bo każdy ma oczy.

"Mortal Kombat" na pewno czerpał inspirację z "Wejścia Smoka" i pewne zapożyczenia są widoczne, jednak czerpać inspirację można nawet z rynsztoku tworząc wielkie dzieło, co nie oznacza, iż rynsztok jako pierwowzór jest lepszy... Dlatego stwierdzenie, że "Wejście Smoka" jest lepsze od "Mortal Kombat" kwituję śmiechem i niedowierzaniem, że ktoś nawet ma wyobraźnie by coś takiego zrobić. Obiektywizm jest tu ważny. Kocham azjatyckie kino, wraz z Death Dealerem często wymieniamy się tytułami filmów o azjatyckim klimacie. Ostatnio mówił mi o filmie jak koleś biczem władał siedmioma mieczami na raz. I ja jestem w stanie to zaakceptować, bo w azjatyckim kinie dominuje taka lekka tandeta która powodowana jest ich folklorem po prostu. Jednak mimo tego potrafię stwierdzić, iż "Wejście Smoka" mimo, że złym filmem nie jest, to ma masę niedoróbek w stylu kiczowatych walk, nierealnych zachowań, ucharakteryzowania świata, klimatu, fabuły etc. "Mortal Kombat" jako, że oparty na grze, takich problemów nie ma, gdyż fabułę i klimat ma jasno narzucony z góry i w jego interesie jest to, aby skupić się na walkach, klimacie i postaciach. "Wejście Smoka", leży i kwiczy na wielu płaszczyznach takich z którymi "Mortal Kombat" nie ma problemu. Wybacz, że w taki sposób to piszę, ale jak trzeba wyjaśnić pierdoły które ktoś napisał, to trzeba i nie ma zmiłuj. "Mortal Kombat" to bez porównania lepszy film od "Wejścia Smoka" i każdy kto ma oczy i odrobinę obiektywizmu poprzez analizę poszczególnych elementów to samo stwierdzi. Bo jak na Boga można porównywać film taki: http://www.youtube.com/watch?v=peIBxhN5X0Q z takim: http://www.youtube.com/watch?v=QQORnYPqU3A Przecież to nawet nie jest rzucanie lwom baranka, to jest rzucanie im padliny, jeżeli ktoś chce porównań.

I`m Adept I`m writing it, so you don`t have to.

robaczek

Wejście Smoka ma taką sławę dlatego, że było tak naprawdę pierwszym filmem dla "zachodniej" widowni, w którym pokazywano tzw kung-fu. Dla mnie ten film jest beznadziejny, a Bluce'a Lee nie znoszę i tyle.

Boli mnie jeszcze, że nigdy tak naprawdę nie doceniono Bolo Yeunga jako aktora, a szkoda. Ale cóż... i w dzisiejszych czasach szufladkuje się aktorów.

A ogólnie rzecz biorąc bardziej od ED i MK podobał mi się Bloodsport XD. Odkrywczy to on nie był, ale mi się podobał.

Adept

Cytat: robaczek w Wrzesień 27, 2009, 11:31:30 PM
Wejście Smoka ma taką sławę dlatego, że było tak naprawdę pierwszym filmem dla "zachodniej" widowni, w którym pokazywano tzw kung-fu. Dla mnie ten film jest beznadziejny, a Bluce'a Lee nie znoszę i tyle.

Boli mnie jeszcze, że nigdy tak naprawdę nie doceniono Bolo Yeunga jako aktora, a szkoda. Ale cóż... i w dzisiejszych czasach szufladkuje się aktorów.

A ogólnie rzecz biorąc bardziej od ED i MK podobał mi się Bloodsport XD. Odkrywczy to on nie był, ale mi się podobał.

Dobrze prawisz. A filmy z moim idolem Van Dammem cenię nad wszystko. Obok "Bloodsport", jeszcze stawiam "The Quest".

davidkoz

DŻIJŻYS CHRAJST!!!!! Adept i Robaczek przy jednym domku stanęli. Adept za Robaczkiem, a Robaczek za Adeptem.

Czy ta historia zakończy się fruwającą siekierą? Śledź na bieżąco owy temat ;D

SlaveMe TortueMe KillMe

Myślę że Wejście Smoka jest wybitniejszym filmem od MK. Uwielbiam Bruce Lee za jego role i kunszt kung fu. Oczywiście MK ma inne walki bo to nowy film a Wejście to stary wiec ma te walki gorsze ale idea Wejścia jest wspaniała i unikalna jak na tamte czasy. Film ogląda sie o wiele lepiej niż MK bo nie przeszkadzają w nim badziewne efekty specjalne.

robaczek

Cytat: SlaveMe TortueMe KillMeidea Wejścia jest wspaniała i unikalna jak na tamte czasy.

Gorzej ci, czy się nie myłeś dzisiaj... O.o' że niby w jaki sposób jest unikalna? Uwierz mi, istnieje co najmniej 50 filmów z tamtego okresu, które są o niebo lepsze od tego chłamu.

Pamiętam jak dziś jak wszyscy zachwycali się nad tym filmem i jak wszyscy komentowali jaka to ostatnia walka w tym "gabinecie luster" była genialna, a po jej obejrzeniu pamiętam, że jedyne co mi pozostało to niesmak. To było żałosne, naprawdę.

MK jest o wiele lepszy. Jest lepiej zrealizowany (nie mówię tu o efektach, bo tu nie ma czego porównywać), ma fajniejsze walki, o niebo lepszą muzykę (album "the score" ma kilka naprawdę niezłych kawałków) i ogólnie jest ładniejszy (ładniejsze dekoracje, stroje, lokacje, itd.).




Cytat: AdeptA filmy z moim idolem Van Dammem cenię nad wszystko. Obok "Bloodsport", jeszcze stawiam "The Quest".

Nie lubię VanDame'a. Jedyne filmy z nim jakie jakie mi się podobają to Bloodsport i Kickboxer... do tej pory nie wiem czy lubię je za ich sztampowość, nutkę orientu, świetną muzykę Paula Herzoga, czy może za to, że trwają tyle ile przyzwoity film trwać powinien, czyli 1h30min, a nie jakieś tam 2.5h (zgroza!)?

SlaveMe TortueMe KillMe

Nie rozumiem twojego szoku i wcale nie jest mi gorzej. Twierdzę że Wejście Smoka jest o niebo lepsze od MK bo widać na pierwszy rzut oka że Mortal Andersona czerpie garściami z Wejścia które spełnia tu  niedoścignionego pierwowzoru. Fabuła Filmu MK opiera sie na fabule gry która jest inspirowana Wejściem. Skoro jest tyle filmów które są lepsze od Wejścia to dlaczego nikt ich nie pamięta? To ie wina twórców że jak sie nasłuchałeś od starszych braci ze końcowa scena jest super genialna  to nastawiłeś sie na kolosalną walkę a jak obejrzałeś to wyszła żenada bo spodziewałeś sie nie wiadomo czego. Spróbuj oceniać filmy nie tylko przez pryzmat własnego widzi-mi-się ale także bierz pod uwagę legendarną pozycje jaką wypracowało sobie to arcydzieło przez dopracowanie wszystkich szczegółów typu: walki, aktorstwo, klimat, intryga fabuły. Zgodzę sie z opinią o muzyce bo ta była bardziej odpowiednio dobrana do filmu walki ale nie można też czepiać sie Wejścia Smoka za to ze jak było kręcone to nikt nie robił muzyki rodem z MK...

Po za tym mógłbyś podać jakieś konkretne dowody na słuszność swojej opinii niż próbować zwyczajnie mi ubliżać, czy to takie trudne?

Martins

"Bloodsport" oraz "Kickboxer" były faktycznie bardzo dobrymi produkcjami, ale "the quest"...

robaczek

#10
Ależ oczywiście, że mogę podać... i nie ubliżam ci, tylko grzecznie się pytam, a to różnica. Poza tym na takie gadki szkoda mi klawiatury marnować, ale...

Popatrzmy... turniej na wyspie organizuje facet, który chce zawładnąć nad światem. Pomysł iście godny arcydzieła, ale widzieliśmy go już w tylu filmach o James'ie Bondzie, że pominę to milczeniem. No więc, jako że jest Azjatą, to wysyłają tajnego agenta, mistrza sztuk walki (jak James Bond, tylko ten kopie nogami, a James walki z pistoletu), który ma za zadanie... eee... właściwie nie wiem za bardzo co tam robi (czy on ma uratować tych więźniów z lochów, czy pokonać w walce Bolo, czy może wszystko na raz)? A, no i mamy jeszcze kilka raczej dwuwymiarowych postaci, typu ten Amerykanin i Afro-amerykanin (prawdę powiedziawszy, główny zły też jest dwuwymiarowy!). No i nie zapominajmy, ze ten zły właśnie ma w podziemiach zamku posępne labolatorium i lochy, w których to dopuszcza się niecnych eksperymentów (to będzie hołd dla Wiktora Frankensteina z wczesnych filmów lat '30).

A, no i powiedz mi dlaczegóż to jeśli film nazywasz arcydziełem, to zaraz przyznajesz, że ostatnia walka była żenadą? Aha, i nie wmawiaj mi, że "nasłuchałam się od starszych braci", bo tak nie było. W każdym razie, coś mi tu nie gra. Arcydzieło z takim babolem? Poza tym jakie walki? TO mają być walki?! Weź no mnie nie rozśmieszaj, robaczku. To już powiedzieli inni i ja też, a nie lubię się powtarzać. Walki były beznadziejne, nawet jak na tamten okres.

Dobra, to walki, fabułę i intrygę (a raczej ich brak) mamy za sobą, dalej mamy aktorstwo. A gdzie? W każdym filmie są aktorzy i aktorstwo. W tym mi się nie podobały i uwierz, nie ma ani jednego filmu walki, w którym by nie kulało. ED nie jest tu żadnym wyjątkiem.

Co do muzyki... mylisz się i tyle. Nasłuchałeś się tej muzyki rodem z lat '70 i myślisz, ze we wszystkich filmach taka jest. BZDURA! Posłuchaj sobie choćby wczesnej twórczości Ennio Morricone (tak, to ten od tych spaghetti westernów), jest ponadczasowa i do tej pory aktualna, nie zużyła się jak papier toaletowy (m.in. do usłyszenia w KillBill, jeśli nic więcej nie jest ci znane). Poza tym popatrz choćby na Bloodsport (1983) lub Kickboxera (1985), to raptem dekada (filmy kung fu zmieniły wtedy format, ale wciąż były bardzo popularne), muzyka Paula Herzoga jest śliczna i dobrze oddaje klimat filmu (jakbyś nie wiedział, bardzo przypomina tą z MK). Nie wciskaj mi więc kitu, że tak wtedy było.

A teraz dlaczego nikt nie pamięta innych filmów? Znów się powtórzę. ED był pierwszym filmem kung fu dla "zachodniej" widowni, który został zrealizowany poza Państwem Środka, dlatego jest tak popularny i tylko dlatego. Poza tym faktem, film nie ma do zaoferowania absolutnie NIC. Nawet fani Bluce'a Lee twierdzą, że lepsze od ED są Wściekłe Pięści. Ale to tylko u nas w Ciemnogrodzie i może w USA. Ale np. już za naszą zachodnią granicą, u Niemców, czy we Francji ludzie wzruszą ramionami na ED, bo tam pierwszym filmem jaki zrobił furorę nie był ED, tylko New One-Armed Swordsman (waha! po obejrzeniu tego trailera znów mam ochotę obejrzeć ten film ;D) i to ten film będą pamiętać. Dalej za nim... pojawił się King Boxer a.k.a. Five fingers of Death z Lo Liehem w roli głównej (ten film to nawet JA pamiętam, choć powstał jeszcze przed moim narodzeniem). Więc nie opowiadaj mi bzdur, że WSZYSCY ten film pamiętają, tylko dlatego, ze masz obraz rodzimego podwórka. Mnie zarzucasz widzimisię, a sam nie patrzysz na szerszy obraz.

Jeśli do tej pory nie czujesz się przekonany, to uwierz mi, że za najlepszy film kung fu fani gatunku nie uważają ED (ten jest daleko w tyle), tylko film pt. 36th Chamber of Shaolin z Liu Chia Huiem, który do dziś dnia jest uważany za mistrzostwo gatunku. Dowód... nie wydano go w PL, a jednak można go kupić na Allegro. Dlaczegóż więc, skoro to taki zapomniany kawałek, sprzedają go u nas i jest na niego popyt? Bo jest po prostu DOBRY!

Aha, do wszystkich, którzy narzekają, że walki w filmach są rezyserowane... we WSZYSTKICH filmach walki są reżyserowane, więc o co przetensje? W jednych są lepsze, w innych gorsze, grunt, żeby nie były beznadziejne. :D

Pozdro, SlaveMe i uśmiechnij się, robaczku. ;)

PS. w 1999 roku Celestial Pictures wykupiło ponad 300 filmów z archiwów Shaw Bros. od mającego już ponad 90 lat filmowego tycoona Sir Run Run Shawa (tytuł szlachecki otrzymał od Królowej Elżbiety za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kinematografii) za niebagatela HK$600mln. Od tamtej pory co rok wypuszczane są zremasterowane wersje, które cieszą się ogromną popularnością na całym świecie, tylko nie w Ciemnogrodze, w którym wciąż niedoścignionym wzorem pozostają takie produkcje jak ED. Koniec tej smutnej historii.

Adept

#11
Cytat: robaczek w Wrzesień 28, 2009, 10:42:22 AMPoza tym jakie walki? TO mają być walki?!
Czemu powtarzasz mój post. Ten sam wyrzut, ten sam link

Cytat: robaczek w Wrzesień 28, 2009, 10:42:22 AM
Gorzej ci, czy się nie myłeś dzisiaj...
Ja się nie myłem dziś.

Cytat: robaczek w Wrzesień 28, 2009, 10:42:22 AM
Aha, do wszystkich, którzy narzekają, że walki w filmach są rezyserowane... we WSZYSTKICH filmach walki są reżyserowane, więc o co przetensje? W jednych są lepsze, w innych gorsze, grunt, żeby nie były beznadziejne. :D

http://images.cheezburger.com/completestore/2009/7/4/128912157009907196.jpg

Cytat: SlaveMe TortueMe KillMe w Wrzesień 28, 2009, 01:28:40 AMSpróbuj oceniać filmy nie tylko przez pryzmat własnego widzi-mi-się ale także bierz pod uwagę legendarną pozycje jaką wypracowało sobie to arcydzieło przez dopracowanie wszystkich szczegółów typu: walki, aktorstwo, klimat, intryga fabuły.

Czy Ty w ogóle czytałeś mój post? Właśnie o tych rzeczach napisałem, że są gówniane.

SlaveMe TortueMe KillMe

Wejście Smoka ugruntowało swe należyte miejsce w kanonie filmów kung fu po przez kilka rzeczy których nie ujrzymy w innych filmach tego typu.
Między innymi chodzi o realizm. Postacie w Wejściu walczą jak ludzie z krwi i kości a nie tylko biegają po ścianach jak w MK. Druga rzecz że nawet jeśli wtedy powstawały filmy podobne klimatem do MK to nie były one przyjmowane z zachwytem przez publiczność gdyż ta miała inne oczekiwania co do filmów tego typu.... Również brutalność stanowi mocny argument przemawiający za Wejściem Smoka. Oglądałem kiedyś MK na RTL7 i mieli normalną wersję a Wejście Smoka ocenzurowali wycinając zeń wszystkie sceny brutalności....

johnx

Prosiłem o cechy łączące MK z WS. Większość z Was napisała, że WS jest do kitu. Jeśli cokolwiek znowu palniecie lepiej przeczytajcie treść tematu. Czytanie ze zrozumieniem było w pierwszej klasie szkoły podstawowej! W takim razie temat do zamknięcia.

Adept

Cytat: johnx w Październik 09, 2009, 05:33:00 PM
Prosiłem o cechy łączące MK z WS. Większość z Was napisała, że WS jest do kitu. Jeśli cokolwiek znowu palniecie lepiej przeczytajcie treść tematu. Czytanie ze zrozumieniem było w pierwszej klasie szkoły podstawowej! W takim razie temat do zamknięcia.

Pan się za to wypowiada jak gimnazjalista. A to już poniżej średniej na tym forum. Nie ucz więc, jak dyskutować, bo dyskusję użytkownicy prowadzili jak najbardziej dobrze. Posty były rozbudowane i swoje racje userzy podawali w argumentach. Na tym właśnie polega dobra dyskusja. Oczywiście, że "Wejście Smoka" to kicz jakich mało, tak jak zresztą imo cały aktor Bruce Lee. Jak się nie umie przyjąć do wiadomości opozycyjne zdanie innych, to już jest źle. Więc przyjmij do wiadomości, że dyskusja czasami schodzi na pobocza i robi się wielowątkowa. W owym temacie jeden wątek miał w charakterze uwydatnić różnice między "Mortal Kombat", a "Wejściem Smoka" i na tym się skupiliśmy. Więc o co chodzi Panie "Obrażają coś mojego to trzeba zamknąć temat i piszący to debile"?

Martins

Sądzilem, że "poniżej średniej na tym forum" to jest używanie $urw jako przecinków :). Z tą wypowiedzią nie było chyba jeszcze tak źle.

Adept

Nie, nie, chodziło mi o średnią wieku :) nie o poziom. Najstarszy piszący do Ninja-Spectre który nam zawyża skalę (26 lat), a najmłodszy do Tekken Kombat (12 lat). Jednak w tym temacie czterech na siedmiu piszących jest po dwudziestym roku życia. A z tym "poniżej" to wiesz, tylko metafora obrazująca tok myślenia Johnx`a. Skoro on wyjechał z sugestią, że jesteśmy bandą baranów, to odgryzłem się suchym faktem :)

Martins

#17
Sorry, źle zrozumiałem. W sumie zapłaciłem zbyt wysoką cenę, tylko za jedno zdanie dotyczące mojej opini na temat wątpliwej jakości filmu "The Quest". Od razu ktoś zasugerował, że jestem baranem. ;D Milczenie jest srebrem :)

Adept

Panie Martins, ale o czym Ty mówisz? Wypowiedź Johnxa tyczyła się krytyki "Wejścia Smoka", a nie krytyki "The Quest", więc kompletnie nie rozumiem tego postu :) Po drugie film "The Quest", nie jest ambitny. Jest wtórny, małostkowy i średni jeśli mamy obiektywnie spojrzeć na sprawę :) Co nie zmienia faktu, że fani Van Damma go kochają :)

Martins

#19
Skoro wypowiedziałem się w tym temacie, a moja wypowiedź nie dotyczyła tego, o czym wspominał Johnx, to powinienem należeć do tej grupy "baranów", którzy rozmawiali (według autora tego tematu), nie na temat.  :) A jak się nazywał ten Mongoł, z którym Van Damme walczył w finale? Tak powinien wyglądać Hsu Hao (wtedy chłop byłby spoko).

SlaveMe TortueMe KillMe

Cytat: johnx w Październik 09, 2009, 05:33:00 PMCzytanie ze zrozumieniem było w pierwszej klasie szkoły podstawowej! W takim razie temat do zamknięcia.

Pierwsza klasa podstawówki była dawno a i tak nie słuchałem [jak w każdej następnej z resztą.... to dlatego jetem teraz taki błyskotliwy , bo dochodziłem do wszystkiego sam....  :)] Ale pomysł z zamknięciem tematu mi sie podoba..... A Elderom?

Cytat: Adept w Październik 09, 2009, 07:48:03 PM
Panie Martins, ale o czym Ty mówisz? Wypowiedź Johnxa tyczyła się krytyki "Wejścia Smoka", a nie krytyki "The Quest", więc kompletnie nie rozumiem tego postu :) Po drugie film "The Quest", nie jest ambitny. Jest wtórny, małostkowy i średni jeśli mamy obiektywnie spojrzeć na sprawę :) Co nie zmienia faktu, że fani Van Damma go kochają :)
Dla mnie każdy film jest średni, wtórny i małostkowy co nie znaczy że nie można lubić takich filmów....
A z tym kiczem WS i BL to znowu nie masz racji Adept....

Cytat: Martins w Październik 09, 2009, 08:10:08 PM
A jak się nazywał ten Mongoł, z którym Van Damme walczył w finale? Tak powinien wyglądać Hsu Hao (wtedy chłop byłby spoko).
O pana Qissi'ego ci chodzi? Imienia nie pamiętam Abdul czy jakoś  tam.... Gdzieś czytałem że to kumpel Damme'a...

Martins

 
Dla mnie każdy film jest średni, wtórny i małostkowy co nie znaczy że nie można lubić takich filmów...

SlaveMe, jeśli jest faktycznie tak, jak Napisałeś to szacun człowieku! Nawet dla mnie, czyli gościa, który z trzech dominujących obecnie form przekazu ( film, gra, muzyka), najniżej ceni właśnie kinematografię, jest parę takich produkcji, które znacząco poszerzyły moje horyzonty myślowe i zdecydowanie nie przypisałbym im żadnej z wymienionych przez Ciebie powyżej cech.

Adept

Cytat: Martins w Październik 11, 2009, 01:09:33 PM
SlaveMe, jeśli jest faktycznie tak, jak Napisałeś to szacun człowieku! Nawet dla mnie, czyli gościa, który z trzech dominujących obecnie form przekazu ( film, gra, muzyka), najniżej ceni właśnie kinematografię
Stalin byłby nie pocieszony.

Cytat: SlaveMe w Październik 11, 2009, 01:09:33 PM
A z tym kiczem WS i BL to znowu nie masz racji Adept....
Znowu? Czyli istnieje racja przenajświętsza Twoja i nikt inny racji nie ma? Gratulacje za poglądy, są wyśmienite. Znowu Twój fail.

franqey

Wejście smoka jest obiektywnie lepsze. Podobnie jak porównywanie Beyonce z Mozzartem jest niedorzeczne, gdyż istnieją określone kryteria, wskazujące na wyższość tego drugiego, tak samo Wejście smoka jest lepsze od MK, i poddawanie tego w wątpliwość świadczy jedynie o braku znajomości kryteriów. Można powiedzieć że coś się komuś bardziej podoba, ale to przenajświętszej racji nie zmieni.

Adept

#24
Obiektywizm... Przeczytaj więc temat jeszcze raz, a najlepiej oglądnij te dwa filmy i podziel na podpunkty kryteria w których chcesz oceniać filmy:
- Scenografia
- Choreografia walk
- Gra aktorska
- Klimat
etc. I jeżeli nadal będziesz sądził, że to wszystko o niebo lepsze jest w "Wejściu Smoka" typu lepsza scenografia paru wstążek w "WS" niż ręcznie robione rzeźby w Outworldzie, to po prostu będzie kolejnym potwierdzeniem tego, że nie poważny z Ciebie rozmówca.

Cytat: franqey w Październik 11, 2009, 06:34:19 PM
Można powiedzieć że coś się komuś bardziej podoba, ale to przenajświętszej racji nie zmieni.
Oczywiście, że cały czas mówimy o SWOIM zdaniu. Obiektywizm można wtrącić czasem, bo każdy oczy ma i choreografie walk, grę aktorską czy scenografie KAŻDY idiota zobaczy i będzie potrafił ocenić. Za to Ty tworzysz "przenajświętszą rację", co każe nam uznawać Cię za osobę nie kompetentną w temacie.

franqey

Widziałem oba filmy, i moje wrażenie jest takie że porównywanie ich jest jak porównywanie panienki z małymi, acz zgrabnymi cyckami z różową księżniczką sylikonu. Być może choreografia walk jest "o niebo lepsza" w MK, z tym że w walkach tych brakuje jakiegokolwiek napięcia. W połowie filmu patrzenie na popisy Liu Kanga i spółki robi się zwyczajnie nudne. Akcja jest skrajnie przewidywalna. Wejście Gora czy Shanga nie ma w sobie tej magii co wejście grubasa w WS. Pierwowzór być może jest kiczowaty, jednakże to samo można powiedzieć o MK, a WS jest w swoim kiczu bardziej spójne, więc w wygrywa. Minimalizm Wejścia smoka robi na mnie dużo większe wrażenie, podobnie jak stara trylogia Star Wars wydaje mi się ciekawsza wizualnie od nowej. Gra aktorska w MK również mnie nie przekonuje. Pewnie przez wady scenariusza, gdzie zwyczajnie źle został rozłożony balans między patosem, kiczem i elementami komicznymi. Choć aktorzy robią co mogą by wyjść z tego z twarzą, to pewnych spraw zwyczajnie nie da się naprawić. Do tego WS było przynajmniej częściowo nowatorskie, co również ma znaczenie. Dodatkowo film ten ma przesłanie. Proste jak jebanie, ale ma. Nie skłania ono do żadnych przemyśleń, ale nadaje temu filmowi jakiejś wewnętrznej spójności, i sprawia że ogląda się go bardziej miodnie. Sprawia że film ogląda się jako spójną całość, a nie zbiór średnio efektownych wizualnie scen, jak jest w przypadku MK.

ildjarn

Cytat: Martins w Październik 11, 2009, 01:09:33 PM

SlaveMe, jeśli jest faktycznie tak, jak Napisałeś to szacun człowieku! Nawet dla mnie, czyli gościa, który z trzech dominujących obecnie form przekazu ( film, gra, muzyka), najniżej ceni właśnie kinematografię, jest parę takich produkcji, które znacząco poszerzyły moje horyzonty myślowe i zdecydowanie nie przypisałbym im żadnej z wymienionych przez Ciebie powyżej cech.

Jakbyś dodał książki to bym napisał coś w stylu "Bracie!", poza tym niedopatrzeniem zgadzam się 100%.

SlaveMe TortueMe KillMe

Pozwólcie że zstąpię do Was i przemówię......

Cytat: Martins w Październik 11, 2009, 01:09:33 PM

Dla mnie każdy film jest średni, wtórny i małostkowy co nie znaczy że nie można lubić takich filmów...

SlaveMe, jeśli jest faktycznie tak, jak Napisałeś to szacun człowieku! Nawet dla mnie, czyli gościa, który z trzech dominujących obecnie form przekazu ( film, gra, muzyka), najniżej ceni właśnie kinematografię, jest parę takich produkcji, które znacząco poszerzyły moje horyzonty myślowe i zdecydowanie nie przypisałbym im żadnej z wymienionych przez Ciebie powyżej cech.
A czy ja napisałem coś złego? Dobra, spójrzmy na cały przemysł rozrywkowy przez pryzmat dobrej fabuły. Od bardzo dawna, nie mówiąc już ostatnich latach nie tylko kino ale i gry jaki nie mają do zaoferowania nic ciekawego. Pójdę nawet dalej i powiem że prawie nigdy z małymi wyjątkami nie maiły. Filmy, gry, książki, i spora część piosenek opiera sie na opowiadaniu historii. Tylko że gdy popatrzymy  zboku te historie są słabe, niektóre wręcz boleśnie słabe. Moc zyskują dopiero przy dodaniu postaci i stworzeniu odpowiedniego klimatu przez twórców. Spójrzmy np na juz wymienianą wyżej pierwszą trylogię Star Wars. O czym jest fabuła? Dawno, dawno temu w kosmosie było złe Imperium i garstka Rebeliantów. Był też bez ojca i bezdomna księżniczka i pirat z yeti. Dorzućmy starego mistrza, dwa wkurzające roboty i urzeczywistnienie duszy SlaveMe'ego i kręcimy. Opis banalny ale przedstawiony w taki sposób że "zafascynował miliony widzów na całym świecie". Tak samo jest z historią MK. Dopiero przy obróbce zyskują blask diamentu, wcześniej są tylko o jednym jebanym kamieniem więcej......

Cytat: Adept w Październik 11, 2009, 03:16:32 PM
Cytat: SlaveMe w Październik 11, 2009, 01:09:33 PM
A z tym kiczem WS i BL to znowu nie masz racji Adept....
Znowu? Czyli istnieje racja przenajświętsza Twoja i nikt inny racji nie ma? Gratulacje za poglądy, są wyśmienite. Znowu Twój fail.
Myślałem że sie przyzwyczaiłeś do tego po tysiącu postów  ;)

Cytat: franqey w Październik 11, 2009, 07:35:58 PM
Widziałem oba filmy, i moje wrażenie jest takie że porównywanie ich jest jak porównywanie panienki z małymi, acz zgrabnymi cyckami z różową księżniczką sylikonu. Być może choreografia walk jest "o niebo lepsza" w MK, z tym że w walkach tych brakuje jakiegokolwiek napięcia. W połowie filmu patrzenie na popisy Liu Kanga i spółki robi się zwyczajnie nudne. Akcja jest skrajnie przewidywalna. Wejście Gora czy Shanga nie ma w sobie tej magii co wejście grubasa w WS. Pierwowzór być może jest kiczowaty, jednakże to samo można powiedzieć o MK, a WS jest w swoim kiczu bardziej spójne, więc w wygrywa. Minimalizm Wejścia smoka robi na mnie dużo większe wrażenie, podobnie jak stara trylogia Star Wars wydaje mi się ciekawsza wizualnie od nowej. Gra aktorska w MK również mnie nie przekonuje. Pewnie przez wady scenariusza, gdzie zwyczajnie źle został rozłożony balans między patosem, kiczem i elementami komicznymi. Choć aktorzy robią co mogą by wyjść z tego z twarzą, to pewnych spraw zwyczajnie nie da się naprawić. Do tego WS było przynajmniej częściowo nowatorskie, co również ma znaczenie. Dodatkowo film ten ma przesłanie. Proste jak jebanie, ale ma. Nie skłania ono do żadnych przemyśleń, ale nadaje temu filmowi jakiejś wewnętrznej spójności, i sprawia że ogląda się go bardziej miodnie. Sprawia że film ogląda się jako spójną całość, a nie zbiór średnio efektownych wizualnie scen, jak jest w przypadku MK.
Pięknie to ująłeś Franqey....
A ja dodam od siebie że głównym zarzutem z mojej strony jest sprawa fabuły :)
MK maił swój pierwowzór w grze, co niesie a raczej powinno nieść ze sobą zobowiązania. W wg mnie a nie jest to tylko moja opinia fabuła została oddana średnio. Tak samo rzecz sie ma z postaciami które zostały wypchnięte z filmu. Wejście Smoka jest wolne od jakichkolwiek narzuconych przez pierwowzór nakazów co do trzymania sie określonej fabuły i dlatego wypada lepiej przy MK Andersona.

Cytat: repugnant w Październik 11, 2009, 08:18:48 PM
Cytat: Martins w Październik 11, 2009, 01:09:33 PM

SlaveMe, jeśli jest faktycznie tak, jak Napisałeś to szacun człowieku! Nawet dla mnie, czyli gościa, który z trzech dominujących obecnie form przekazu ( film, gra, muzyka), najniżej ceni właśnie kinematografię, jest parę takich produkcji, które znacząco poszerzyły moje horyzonty myślowe i zdecydowanie nie przypisałbym im żadnej z wymienionych przez Ciebie powyżej cech.

Jakbyś dodał książki to bym napisał coś w stylu "Bracie!", poza tym niedopatrzeniem zgadzam się 100%.
To miło ze nareszcie się z kimś zgadzasz rep...... :)

johnx

Wcale nie napisałem że piszący to cyt. "debile". No niektórzy dobrze odpowiedzieli. Nie ma sensu dalej pisać w tym temacie.

Martins

Adept tak to odebrał, sądząc, że to właśnie sugerowałeś Johnx. Po co zamykać temat, który wywołał spore emocje (coś się działo, a to według mnie najważniejsze). Poza tym, być może ktoś, po zapoznaniu się z tym tematem, odkrył w sobie zupełnie nową tożsamość, w postaci barana lub debila i dzisiaj jest zupełnie nowym (lepszym, pełniejszym!) człowiekiem, idącym przez życie z dumnie podniesioną głową, chełpiąć się któryms z tych, (wyżej wymienionych)  zaszczytnych tytułów. ;D

johnx

Jeśli kogoś uraziłem to bardzo przepraszam. Ale pamiętajcie, że nikogo nie nazwałem "debliem".

Martins

Urazić mogłeś tylko pyszałków, pozbawionych dystansu do własnej osoby. Czyli ja mogę odetchnąć ;D

Adept

Tutaj można się od pedałów wyzywać i nie przejmujemy się tym :) Takie zbiorowisko dziwnych ludzi jakie tu jest uodparnia na wszystko :)

SlaveMe TortueMe KillMe

Mówcie za siebie...
Ja mam wielka czarną księgę gdzie wpisuje wszystkich poznanych ludzi i wszystkie krzywdy oraz błędy jakie wobec mnie......
Tak przezornie żebym nie zapomniał jak przyjdzie komuś odpłacić...... he he.... :)

kemot722

Jestem pasjonatem filozofii Bruce'a Lee (książka "Tao of Jeet Kune Do") oraz fanem gier Mortal Kombat. Zauważyłem sporo podobieństw między Mortal Kombat (Movie/MK1), a fabułą i bohaterami filmu "Wejście Smoka".

Fabuła:
1) Turniej na niedostępnej zwykłym śmiertelnikom wyspie. Tylko wyjątkowo uzdolnieni wojownicy dostają zaproszenie.
2) Organizator turnieju nie jedno ma na sumieniu. Pozytywny bohater chce sie na nim zemścić, za śmierć członka własnej rodziny.
3) Wielu zawodników nie wyjechało z wyspy po turnieju. Zostali zabici.
4) Najpierw trzeba pokonać silnego i wysokiego typa, który budzi strach u wielu z zaproszonych na turniej. Potem czas na organizatora turnieju, który wcześniej sie oszczędza i tylko podejrzliwym spojrzeniem śledzi walczących.
5) Na wyspie są przetrzymywani niewolnicy - jako żywi w lochu, albo jako dusze u samego pana wyspy.

Bohaterowie:
1) Mnich z Shaolin, mistrz Kung Fu (Liu Kang/Lee)
2) pewny siebie Amerykanin, który potrafi zadać cios w krocze (Cage/Roper)
3) potężny, silny i groźny typ (Goro/Bolo)
4) organizator turnieju (Shang Tsung/ Han)
5) niezliczona grupa widzów podczas pojedynków
6) Zawodnicy sięgają po nieprzewidywane środki (Breathe Fire, Freeze itp./tulipany z butelek, wymienne protezy)

johnx

Git podsumowanie... Mój tata też pasjonował się Brucem Lee, czy innymi aktorami - wojownikami. Najwyraźniej to przeszło na mnie :)